Incydent z udziałem pracownika amerykańskiej ambasady na lotnisku w Moskwie. Dyplomata próbował wsiąść na pokład z pociskiem moździerzowym.

REKLAMA

Departament Stanu USA potwierdził, że znane mu są okoliczności incydentu. Równocześnie władze USA zapewniły, że pocisk był nieuzbrojony i nie zagrażał pasażerom.

W rozmowie z korespondentem TASS przedstawiciel Departamentu Stanu potwierdził też, że amerykański dyplomata bez przeszkód dotarł już do Stanów Zjednoczonych.

Wczoraj rosyjskie media poinformowały, że pracownik ambasady USA próbował przewieźć w swoim bagażu pocisk moździerzowy, w którym nie było materiału wybuchowego. Chciał w ten sposób wzbogacić swoją kolekcję.

MSZ Rosji oświadczyło później, że na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo w bagażu pracownika ambasady USA znaleziono pocisk moździerzowy z zapalnikiem. Ministerstwo oceniło ten incydent jako próbę prowokacji - podały główne agencje.

Z komunikatu MSZ wynikało, że do incydentu doszło przy wejściu na teren lotniska, gdzie przeprowadzana jest kontrola bagażu wnoszonego do terminali.

W bagażu pracownika ambasady USA zidentyfikowano przedmiot "podobny do pocisku moździerzowego" - podało MSZ. Na miejsce wezwano specjalistów, którzy potwierdzili, że jest to pocisk z zapalnikiem, bez materiału wybuchowego, "choć jego ślady znajdowały się wewnątrz korpusu".

Pocisk został zarekwirowany, a dyplomata odleciał do Nowego Jorku. Media rosyjskie przekazały, że chodzi o pracownika ambasady USA, mającego związek z siłami zbrojnymi.

"Uwzględniając najwyższy stopień uwagi, jaki w USA, po zamachach terrorystycznych w 2001 roku, przywiązuje się do zapewnienia bezpieczeństwa w transporcie lotniczym, (pracownik ambasady) nie mógł nie zdawać sobie sprawy, że pocisk w bagażu jest czymś bardzo poważnym. Oznacza to, że świadomie zdecydował się na ten krok" - oznajmił rosyjski MSZ. O incydencie powiadomiona została ambasada USA.