Ambasador Francji na dywaniku w ministerstwie spraw zagranicznych w Londynie. To odpowiedź brytyjskiego rządu na wczorajsze internowanie brytyjskiego kutra rybackiego przez francuską straż przybrzeżną.

REKLAMA

Na pierwszy rzut oka chodzi o łowienie ryb w Kanale La Manche - Brytyjczycy coraz częściej robią to bez zezwolenia na francuskich wodach terytorialnych, jednocześnie odmawiając francuskim kutrom prawa do połowu na swoich. Paryż zatrzymuje brytyjskie jednostki, zmusza je do wyładowania złowionych ryb i grozi Londynowi surowymi konsekwencjami.

Tymczasem premier Boris Johnson wzywa na dywanik ambasadora Francji. Według komentatorów, prezydent tego kraju Emanuel Macron może na tym konflikcie zbić polityczny interes przed przyszłorocznymi wyborami, a rządzący w Wielkiej Brytanii konserwatyści pragną upewnić w ten sposób wyborców, że rozwód z Unia Europejską był właściwym krokiem.

Gdzie zaufanie?

Podpisana przez Wielką Brytanię i Unię Europejską umowa brexitowa dokładnie regulowała zasady rybołówstwa na kanale La Manche. To, co pozornie może się wydawać wojną o kilka ton dorszów, nabiera szerszego znaczenia i podważa stopniowo zasady, według których Wielka Brytania opuściła europejską wspólnotę. Chodzi także o zaufanie.

Z podobnym wytrychem mieliśmy do czynienia w przypadku Irlandii Północnej, której status po brexicie, podobnie jak kwestia rybołówstwa, okazał się najbardziej newralgiczną kwestią, od której zależało podpisanie całej umowy miedzy Londynem a Brukselą. W obu przypadkach konieczny był kompromis - w przypadku Zielonej Wyspy było nim uniknięcie powstania fizycznej, unijnej granicy miedzy brytyjskim Ulsterem a należącą do Wspólnoty Republika Irlandii.

Suchą i mokrą nogą

Połów ryb na kanale La Manche jest dla Brytyjczyków kwestią symboliczną. Wielka Brytania to wyspa, a Brytyjczycy są wyspiarzami. To, co dzieje się na morzu, jest dla niech równie ważne jak na lądzie. Z uwagi na historyczne uwarunkowania, prawo do łowienia ryb definiuje ich suwerenność i niezależność od Europy.

W skali mikro, u podstaw tego konfliktu leży niechęć lokalnych władz brytyjskiej wyspy Jersey, położonej 20 km od wybrzeży Francji, do wydawania pozwoleń francuskim kutrom na połów w granicach jej wód terytorialnych. Chodzi tu w gruncie rzeczy o kilkadziesiąt jednostek, ale dla obu stron wydanie tych zezwoleń lub jego odmowa jest kwestią pryncypialną, która może podważyć lub umocnić zasady brexitu. Ośmieszyć go lub nadać mu odpowiednią rangę.