​Aleksiej Nawalny przed tym, jak trafił do szpitala z podejrzeniem "zatrucia toksynami", był na Syberii, gdzie m.in. filmował materiały do śledztwa przeciwko lokalnym parlamentarzystom Jednej Rosji - informują lokalne media.

REKLAMA

Nawalny przyleciał do Nowosybirska tydzień temu, w czwartek 13 sierpnia wieczorem. We wrześniu w Nowosybirsku i Tomsku odbędą się wybory do miejskich parlamentów. Wśród startujących są kandydaci niezależni, popierani przez Nawalnego i jego zwolenników.

W piątek i sobotę jeździł po różnych miejscach. Rozmawiał z wolontariuszami, sztabowcami. Mówiliśmy o wyborach samorządowych, o naszych obserwacjach. Aleksiej był w dobrym humorze - mówi Jelena Noskowiec, współpracownica opozycjonisty w Nowosybirsku.

Zdaniem lokalnego działacza Siergieja Bojko, Nawalny zauważył w Nowosybirsku, że jest śledzony. Nie przedstawili się - mówi współpracownik opozycjonisty w rozmowie z Taiga.info.

Jak podaje Meduza i Taiga.info, Nawalny udał się także do Nowosybirska i Tomska, by zbierać materiały do swojego śledztwa dotyczącego lokalnych posłów Jednej Rosji - partii rządzącej w kraju, będącej zapleczem politycznym prezydenta Rosji Władimira Putina.

Jedno ze źródeł dziennikarzy przekazało jednak, że Nawalny kręcił "wszystko na zewnątrz" i nie było to "nic specjalnego". Służby prasowe opozycjonisty nie chcą jednak tego komentować.

Aleksiej Nawalny, opozycjonista i bloger krytyczny wobec Władimira Putina, rankiem 20 sierpnia wsiadł do samolotu z Tomska do Moskwy. Polityk źle się jednak poczuł i stracił przytomność. Maszyna wylądowała w Omsku, gdzie Nawalny trafił do szpitala w ciężkim stanie. Według wstępnych informacji, polityk "zatruł się toksynami". Jak mówią jego przedstawiciele, polityk na pokładzie samolotu niczego nie jadł i nie pił, ale przed startem na lotnisku pił herbatę.