Rosja słabnie, USA będą starały się zwiększać swoje wpływy w Armenii - zauważa Agnieszka Filipiak, ekspertka od Kaukazu Płd., komentując w Radiu RMF24 kolejny konflikt i napływ uchodźców z Górskiego Karabachu do Armenii, po przeprowadzeniu przez Azerbejdżan ofensywy wojskowej. Narastająca agresja Rosji na Ukrainie to mniejsze pole manewru Moskwy w Górskim Karabachu - przekonuje zastępczyni red. nacz. Forbes Women.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Filipiak o Górskim Karabachu: Związek Armenii z Rosją jest toksyczny

Osłabienie Rosji, jeśli chodzi o zainteresowanie i bierność tzw. kontyngentu pokojowego w Górskim Karabachu obserwujemy od początku jej agresji w Ukrainie - zauważa Agnieszka Filipiak w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim. Było wiele incydentów świadczących już wcześniej o tym, że to Azerbejdżan dyktuje warunki, a nie Rosja. Ostatnie wydarzenia potwierdzają to, że udział Rosji jest tam raczej symboliczny. Ona doprowadziła do zawieszenia broni, formalnie, ale tak naprawdę górą jest tam ciągle Azerbejdżan i to on decyduje o tym, jak wygląda sytuacja w Karabachu, zgodnie z mandatem wypracowanym na zawieszeniu broni w 2020 r. Kontyngent sił pokojowych będzie tam stacjonować tylko do 2025 r., jeśli nie zostanie przedłużony mandat. Azerbejdżan tego mandatu nie chce przedłużać, bo już teraz twierdzi, że nie ma takiej potrzeby - zauważa ekspertka.

Alijew nieprzewidywalny jak Putin

Jednym z celów prezydenta Azerbejdżanu jest utworzenie eksterytorialnej trasy, która odcięłaby część ziem ormiańskich od głównej Armenii i utrudniłaby Iranowi kontakt z Armenią. Alijew na pewno posunie się jak najdalej, żeby to osiągnąć. To ma być korytarz eksterytorialny, więc służący nie tylko do handlu czy przewodu ludzi, ale też ewentualnie do przewozu jednostek armii - zwraca uwagę Agnieszka Filipiak.

Trudno jednak powiedzieć, co Azerbejdżan zrobi, bo prezydent Ilham Alijew jest tak samo nieprzewidywalby jak Putin. Jeżeli Górski Karabach można było traktować jako sprawę wewnętrzną Azerbejdżanu - jak twierdzi Azerbejdżan, czy też Rosja a nawet pośrednio Armenia, to tutaj sprawa jest już bardziej skomplikowana. Korytarz jest jednym z warunków porozumienia z 2020 r. Azerbejdżan ma to zagwarantowane na papierze - mówi ekspertka, podkreślając że Azerbejdżan ma wszystkie asy w rękawie. Tego nie trzeba traktować jako sprawy międzynarodowej i naruszenia terytorium Armenii, ponieważ Armenia w odpowiednim momencie się na to zgodziła, tylko nie wprowadza tego w życie - zwraca uwagę rozmówczyni Tomasza Terlikowskiego.

Czekamy na 5 października

5 października przywódcy Armenii i Azerbejdżanu mają spotkać się w Hiszpanii z przewodniczącym Rady Europejskiej a także prezydentem Francji i kanclerzem Niemiec. Deklaracje zachodu będą kluczowe dla zamiarów prezydenta Azerbejdżanu. Na ile Alijew będzie chciał się posunąć dalej w sprawie tego korytarza, na ile będzie chciał to robić pokojowo, a na ile wprowadzi tak jak w przypadku Górskiego Karabachu blokady np. ekoaktywistów czy jakieś punkty celne - mówi Agnieszka Filipiak.

Pytana natomiast o to, co chce ugrać Waszyngton i czy USA rzeczywiście mogą w jakikolwiek sposób wspomóc Armenię, rozmówczyni Tomasza Terlikowskiego zauważa, że Stany Zjednoczone aktywnie uczestniczą w negocjacjach. USA dostrzegły lukę - Rosja nie jest już tak bardzo zaangażowana i będą starały się zwiększać swoje wpływy w Armenii.