Administracja prezydenta USA Donalda Trumpa chce resetu w relacjach z UE, dlatego sekretarz stanu Mike Pompeo przyleciał z dwudniową wizytą do Brukseli - pisze Politico, powołując się na słowa amerykańskiego ambasadora przy UE Gordona Sondlanda.

REKLAMA

W poniedziałek wieczorem Pompeo rozmawiał z przyszłą przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, we wtorek ma spotkać się z nowymi szefami pozostałych instytucji unijnych: przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Davidem Sassolim, następcą Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej Charles'em Michelem oraz nominowanym na stanowisko szefa unijnej dyplomacji Josepem Borrellem.

Jak pisze brukselski korespondent portalu, David M. Herszenhorn, o napięciach w relacjach unijno-amerykańskich świadczy fakt, że Pompeo nie spotka się z żadnym z urzędujących liderów instytucji Unii Europejskiej.

Problemem w stosunkach między UE a USA są napięcia handlowe, m.in. wysuwane przez Waszyngton groźby wprowadzenia dodatkowych ceł na wyroby przemysłu samochodowego z Europy, a także podejście do walki z globalnym ociepleniem czy kwestia Iranu.

Zasadniczo chcemy spróbować zresetować relacje i spróbować od nowa - powiedział cytowany przez Politico Sondland, który wraz z wiceprezydentem USA Mike'iem Pence'em był w Polsce na obchodach 80. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej.

Ambasador podkreślił, że administracja Trumpa pozostaje w kontakcie z urzędującym szefem KE Jean-Claude'em Junckerem, szefową dyplomacji UE Federicą Mogherini oraz Tuskiem i będzie z nimi pracować tak długo, jak długo będą pełnili swoje urzędy.

Szanujemy ich rolę i będziemy z nimi cały czas pracować we wszystkich sprawach - powiedział Sondland. Dopytywany, czy spotkania Pompeo z nowym przywództwem unijnym mogą sygnalizować, że Waszyngton "dał sobie spokój" z dotychczasowymi liderami, dyplomata zaprzeczył i podkreślił, że celem jest nawiązanie współpracy z nowym zespołem.

Staramy się stworzyć warunki dla bardzo płynnej zmiany, byśmy mogli rozmawiać w dniu, w którym (nowi szefowie instytucji UE - PAP) zajmą stanowiska - oświadczył. Dodał, że celem jest uniknięcie "sześciomiesięcznego procesu uczenia się". Spędzenie pierwszego półrocza lub roku na próbach wzajemnego zrozumienia się byłoby prawdopodobnie bardziej szkodliwe dla relacji - podkreślił amerykański ambasador.

Napięte relacje

Autor artykułu ocenił, że już fakt, że USA i państwa europejskie - tradycyjnie najbliżsi sojusznicy - muszą się w ogóle siebie "uczyć", pokazuje, że więzi między nimi stały się bardziej napięte, odkąd Trump objął urząd prezydencki w 2017 roku.

Politico przypomniało, że Trump w pierwszych miesiącach urzędowania wycofał USA z paryskiego porozumienia klimatycznego, a później wycofał z porozumienia nuklearnego z Iranem. Portal wskazuje, że amerykański przywódca niemal doprowadził do zerwania kilku szczytów, w tym ubiegłorocznego spotkania G7 w Kanadzie oraz szczytu NATO w Brukseli, gdzie zagroził, że USA "pójdą własną drogą", jeśli ich sojusznicy nie zwiększą wydatków obronnych. Nałożył też jednostronne cła na stal i aluminium w UE, co skłoniło UE do podjęcia działań odwetowych.

Do zawieszenia broni w tej wojnie handlowej przyczyniła się wprawdzie ubiegłoroczna wizyta Junckera w Waszyngtonie, ale Trump później wielokrotnie groził UE eskalacją konfliktu i nałożeniem ceł na produkowane w Europie samochody czy francuskie wino.

Politico odnotowuje, że Pompeo jest odbierany w Brukseli ze sceptycyzmem, biorąc pod uwagę zarówno jego lojalność wobec Trumpa, jak i gotowość samego prezydenta do odwoływania bez ostrzeżenia swoich najwyższych rangą współpracowników.