RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Zszedł z góry przebity kijkiem na wylot. Strach przed rachunkiem zwyciężył

Opracowanie: Publikacja: Czwartek, 30 lipca (16:09)

32-letni David Cifaldi podczas górskiej wspinaczki w Montanie (USA), nadział się na własny kijek trekkingowy. Nie zdecydował się jednak na wezwanie pomocy – obawiał się wysokich kosztów akcji ratunkowej. Ruszył więc w dół z wystającym po obu stronach ciała kijkiem o długości 112 cm.

Zszedł z góry przebity kijkiem na wylot. Strach przed rachunkiem zwyciężył
Widok na Granite Peak /Shutterstock

Bohaterem historii opisanej przez AFP jest 32-letni pielęgniarz David Cifaldi. Do wypadku doszło w czerwcu na płaskowyżu Froze-To-Death w paśmie Beartooth Mountains Gór Skalistych, który wznosi się na wysokości ponad 3 tys. m.n.p. Celem Cifaldiego i jego dwóch towarzyszy miał być najwyższy szczyt Montany - Granite Peak, wznoszący się na wysokość 3901 m n.p.m. Szlak na szczyt wiedzie przez płaskowyż poprzecinany licznymi kanionami.

Podczas wędrówki Amerykanin miał jednak pecha: nadział się na własny kijek trekkingowy. 

Obawa przed kosztami lotu śmigłowcem

Pielęgniarz ocenił, że kijek pod lewym ramieniem nie porusza się w ciele, nie ma dużego krwawienia, on sam jest przytomny i nie odczuwa dużego bólu. Wysnuł wniosek, że narzędzie nie uszkodziło ważnych organów, wobec tego z pomocą dwóch towarzyszy da radę zejść z płaskowyżu.

Kluczowym aspektem, który wpłynął na dramatyczną decyzję Cifaldiego, były jednak przede wszystkim koszty akcji ratunkowej. Jak zwraca uwagę AFP, poszukiwanie i przybycie pomocy jest darmowe, ale już lot helikopterem ratunkowym już nie. Ponadto wezwanie pomocy było zawsze możliwe, a trzej wspinacze powiadomili górską służbę ratunkową o tym, co się wydarzyło i jaką decyzję podjęli.

To, że u boku miałem doświadczonych przyjaciół i mieliśmy możliwość wezwania pomocy, gdyby poszło coś źle, bardzo tę decyzję (o zejściu – przyp. red.) ułatwiło – powiedział Cifaldi.

Droga na dół do parkingu oddalonego o 10 mil zajęła im ponad sześć godzin. Samochodem jednego ze wspinaczy pojechali do najbliższej placówki medycznej, ale tam odesłano ich do szpitala, w którym Cifaldi jest zatrudniony. Rana została opatrzona, a pielęgniarz stawił się w pracy jeszcze w tym samym tygodniu.


Źródło: RMF24/PAP
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF24? dodaj w Google

Najważniejsze Fakty

Zobacz również

Dalsza część artykułu pod materiałem video: