Według danych opublikowanych przez BBC od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku, w szeregach armii rosyjskiej poległo już co najmniej 3586 cudzoziemców. Najwięcej ofiar pochodziło z Korei Północnej – aż 2304 osoby. Wysokie liczby dotyczą także obywateli Uzbekistanu (229), Tadżykistanu (199), Gruzji (189), Azerbejdżanu (108), Białorusi (99) oraz Nepalu (72).
Najemnicy z całego świata – kto walczy po stronie Rosji?
Rosyjska armia coraz częściej sięga po wsparcie zagranicznych rekrutów. Według wysokiego rangą urzędnika NATO, który rozmawiał z BBC, obecnie w szeregach Rosji walczy około 24 tysięcy najemników z 44 państw. Największą grupę stanowią obywatele krajów afrykańskich, ale nie brakuje także Azjatów, Latynosów czy obywateli państw byłego ZSRR. Wśród nich są zarówno ochotnicy, jak i osoby zwerbowane pod przymusem lub w wyniku oszustwa.
Rosyjskie władze kuszą potencjalnych rekrutów wysokimi zarobkami. W 2024 roku stawki za wstąpienie do armii znacząco wzrosły – zależą od regionu, ale jednorazowa premia dla kontraktowych żołnierzy, którzy zaciągają się w Moskwie, sięga nawet 30 tysięcy dolarów, a miesięczne wynagrodzenie to około 3,5 tysiąca dolarów. Dodatkowo żołnierze mogą liczyć na premie sięgające 72 tysięcy dolarów. Jednak za tymi liczbami kryje się dramat wielu ludzi, którzy zostali oszukani lub zmuszeni do walki.
Więźniowie, migranci, ochotnicy – różne drogi na front
W połowie 2022 roku Rosja zaczęła oferować więźniom – także cudzoziemcom – możliwość przedterminowego zwolnienia w zamian za udział w wojnie. Początkowo rekrutacją zajmowała się niesławna Grupa Wagnera, później przejęło ją Ministerstwo Obrony. Szczególnie intensywnie werbowano obywateli byłych republik radzieckich, zwłaszcza z Azji Środkowej. Z ustaleń BBC wynika, że ponad połowa Uzbeków i Tadżyków, którzy zginęli w Ukrainie, trafiła na front bezpośrednio z rosyjskich więzień.
W ostatnich latach Rosja rozszerzyła rekrutację na kolejne kontynenty. W 2024 roku do armii zaczęto werbować najemników m.in. z Kuby, Nepalu, Indii, Sri Lanki czy Jemenu. Część ochotników zgłaszała się z własnej woli, skuszona wizją wysokich zarobków. Inni przyjechali do Rosji z zamiarem podjęcia pracy lub studiów, ale po przybyciu byli kierowani na szkolenia wojskowe i wysyłani na front. Według doniesień mediów zdarzały się przypadki odbierania paszportów i telefonów, by uniemożliwić rekrutom powrót do domu.
Cudzoziemcy na froncie – niewielki procent, wielka tragedia
Mimo szeroko zakrojonej kampanii rekrutacyjnej cudzoziemcy stanowią wciąż niewielki odsetek wszystkich poległych po stronie rosyjskiej – mniej niż 2 procent spośród ponad 233 tysięcy ofiar śmiertelnych. Jednak każda z tych historii to osobisty dramat – ludzi, którzy często zostali wciągnięci w wojnę podstępem lub przymusem, a ich rodziny do dziś nie wiedzą, co się z nimi stało.