Do tragedii doszło 17 lipca w rejonie osiedla Hanjiagou w powiecie Pengshui, położonym około 170 km na południowy wschód od ścisłego centrum metropolii Chongqing. W wyniku ulewnych opadów deszczu gwałtownie oberwała się znaczna część stromego, krasowego zbocza, niszcząc budynki mieszkalne stojące nad rzeką Wujiang. Z zagrożonego terenu prewencyjnie ewakuowano ponad tysiąc mieszkańców.
Według najnowszych informacji, przekazanych w czwartek przez chińskie media państwowe, liczba ofiar śmiertelnych osuwiska wzrosła do 11. Wciąż jednak aż 50 osób uznaje się za zaginione. To znaczący wzrost, bowiem wcześniejsze komunikaty mówiły o ośmiu zabitych i 34 zaginionych. Tłumaczone jest to efektem szczegółowej weryfikacji spisu mieszkańców, zgłoszeń od rodzin oraz wywiadów terenowych.
Akcja ratunkowa w ekstremalnych warunkach
Według telewizji CCTV, akcja poszukiwawcza weszła w fazę tzw. głębokiego ratownictwa. Pomimo użycia specjalistycznych detektorów, nie stwierdzono już żadnych oznak życia na miejscu katastrofy. Chińskie władze podkreślają jednak, że operacja będzie kontynuowana.
Akcja ratownicza od początku przebiega w bardzo trudnych warunkach - niestabilne zbocze, wąska przestrzeń robocza oraz spadające głazy utrudniają działania. Do kruszenia największych głazów używane są materiały wybuchowe i detonacje kierunkowe.
Katastrofy coraz częstsze
Tragedia w Pengshui to kolejna z serii katastrof wywołanych przez ekstremalne zjawiska pogodowe i powodzie, z jakimi od wielu tygodni zmagają się Chiny. Każdego roku w wyniku osunięć ginie w tym kraju średnio ponad 300 osób.
Eksperci podkreślają, że zmiany klimatu i działalność człowieka potęgują to zagrożenie, zwłaszcza w górzystych regionach południowo-zachodnich Chin.