Sześć dni byli niezauważeni
Mężczyźni dotarli na Tajwan w okolicach plaży w Bali, zaledwie 20 km od centrum stolicy kraju - Tajpej, pod koniec lipca i pozostawali na wolności przez sześć dni. Sprawa wyszła na jaw dopiero, gdy miejscowy wędkarz zgłosił służbom znalezienie porzuconego pontonu. Po wszczęciu dochodzenia podejrzanych zatrzymano 30 lipca w parku w mieście Taoyuan.
Tajwańska straż przybrzeżna (CGA) przyznała się do popełnienia błędu. Zastępca dyrektora CGA Hsieh Ching-chin wyjaśnił, że „doświadczony operator radaru uznał, że (sygnał – przyp. RMF FM) to zwykły ‘szum morski’, wywołany przez fale i ręcznie usunął cel wbrew procedurom”.
Zatrzymani Chińczycy tłumaczyli, że stracili orientację podczas wyprawy rybackiej z chińskiej prowincji Fujian i dryfując dotarli na Tajwan. Śledczy stanowczo podważają tę wersję, wskazując m.in. że podejrzani mieli przy sobie tajwańską walutę.
Trzeci podobny incydent
Incydent zbiegł się w czasie z 10-dniowymi ćwiczeniami armii, które rozpoczęły się na początku sierpnia – zwraca uwagę „SCMP”.
Eksperci wojskowi oceniają, że tę sytuację należy analizować w kontekście bezpieczeństwa narodowego. Shen Ming-shih z Instytutu Badań nad Obroną Narodową i Bezpieczeństwem uważa, że „coraz bardziej rośnie prawdopodobieństwo, że celem było zebranie informacji wywiadowczych na temat konkretnych działań w ramach ćwiczeń Han Kuang”. Inni eksperci cytowani przez dziennik dodają, że Pekin mógł w ten sposób testować trasy infiltracji dla sił specjalnych.
„SCMP” przypomina, że był to trzeci podobny incydent w ciągu nieco ponad dwóch lat, gdy Chińczycy docierają na północne wybrzeże wyspy niewielkimi jednostkami.
Władze w Pekinie niezmiennie uznają wyspę za część własnego terytorium i nie wykluczają użycia siły zbrojnej w celu przejęcia nad nim pełnej kontroli. Rząd w Tajpej odrzuca roszczenia ChRL i podkreśla, że o przyszłości Tajwanu mogą decydować tylko jego obywatele.