Według nieoficjalnych informacji liderzy Sojuszu, w tym prezydent USA Donald Trump, potwierdzą „niezłomne zobowiązanie” do przestrzegania art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, który gwarantuje zbiorową obronę wszystkich państw członkowskich. Choć podobne zapisy pojawiały się już wcześniej, tym razem mają one szczególne znaczenie polityczne.
Jednym z głównych tematów rozmów będzie zwiększenie europejskich wydatków na obronność. Zgodnie z ustaleniami ubiegłorocznego szczytu w Hadze państwa NATO mają przeznaczać na ten cel 5 proc. PKB do 2035 roku.
Do tych wyzwań odniósł się pod koniec maja sekretarz generalny NATO Mark Rutte.
Zadanie, które przed nami stoi, jest jasne: przełożyć zobowiązania sojuszników na konkretne rezultaty. Zwiększenie inwestycji, rozwój produkcji przemysłu obronnego oraz dalsze wsparcie dla Ukrainy: wszystko to przyczynia się do wzmocnienia NATO i zwiększenia bezpieczeństwa nas wszystkich - powiedział.
Pełnej zgodności wśród państw Sojuszu nie ma
Według danych NATO europejscy członkowie Sojuszu oraz Kanada zwiększyli wydatki obronne w 2025 roku o blisko 20 proc. względem roku poprzedniego. W ciągu ostatniej dekady ich średni poziom wzrósł z 1,4 do 2,3 proc. PKB.
Nie wszystkie państwa popierają jednak dalsze zwiększanie nakładów. Polska pozostaje jednym z liderów pod względem wydatków na obronność, natomiast Hiszpania sprzeciwia się osiągnięciu poziomu 5 proc. PKB. Dodatkowo krytycznie oceniła działania USA wobec Iranu i odmówiła wykorzystania swoich baz oraz przestrzeni powietrznej do części amerykańskich operacji. Według części mediów napięcia między Madrytem i Waszyngtonem mogą pojawić się podczas rozmów w Ankarze.
Rutte będzie zabiegał o utrzymanie jedności Sojuszu mimo możliwych różnic stanowisk między państwami członkowskimi. W NATO panuje przekonanie, że to się uda, bo przywódcy są świadomi wysokiej stawki.
Co z Ukrainą?
Przywódcy mają również potwierdzić długoterminowe wsparcie wojskowe dla Ukrainy. Plan zakłada przekazanie 70 mld euro pomocy do końca 2026 roku oraz co najmniej takiej samej kwoty w 2027 roku. Do Ankary przyjedzie także prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, który weźmie udział w kolacji wydanej przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana.
W deklaracji końcowej szczytu Rosja ma zostać określona jako „długoterminowe zagrożenie” dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego.
Bez zapominania o przemyśle
Trzecim kluczowym tematem będzie rozwój przemysłu obronnego. Rozmowy będą dotyczyć zwiększenia produkcji uzbrojenia, skrócenia łańcuchów dostaw oraz inwestycji w nowe technologie. W tym kontekście pojawiają się m.in. zabiegi Polski, by rozbudować rurociągi wojskowe, którymi w razie wojny trafiałaby do nas ropa.
Kwestiom przemysłowym poświęcone będzie NATO Defence Industry Forum z udziałem przedstawicieli państw sojuszniczych i przemysłu.
We wtorek zaplanowano oficjalne przyjęcie dla przywódców państw oraz robocze spotkania ministrów spraw zagranicznych i obrony. W środę odbędzie się główna sesja Rady Północnoatlantyckiej z udziałem szefów państw i rządów.
Polskę będą reprezentować prezydent Karol Nawrocki, wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
Szczyt w Ankarze będzie drugim spotkaniem NATO organizowanym przez Turcję. Poprzedni odbył się w 2004 roku w Stambule, kilka miesięcy po największym rozszerzeniu Sojuszu o siedem nowych państw (Bułgarię, Estonię, Łotwę, Litwę, Rumunię, Słowację i Słowenię).
