Świadek tragedii w Izraelu: Ludzie krzyczeli, dusili się

Piątek, 30 kwietnia (15:14)

Ludzie modlili się i krzyczeli, że nie mogą oddychać, było niewyobrażalnie tłoczno - powiedział dziennikowi "Israel Hajom" 22-letni Mandi, uczestnik święta ultraortodoksyjnych Żydów na górze Meron w Galilei. W nocy z zginęło tam co najmniej 45 osób, w tym dzieci, a 150 zostało rannych.

Na miejsce tragedii przybył premier Benjamin Netanjahu. Na Twitterze napisał: "Katastrofa na górze Meron jest jedną z najpoważniejszych, które dotknęły Państwo Izrael (...) To, co tu się zdarzyło jest bolesne. Ludzie zostali zmiażdżeni na śmierć, w tym dzieci. Duża część tych, którzy zginęli, nie zostało jeszcze zidentyfikowanych".

Do zdarzenia doszło podczas całonocnych obchodów święta Lag ba-Omer i rocznicy śmierci mistyka Szymona bar Jochaja, podczas których tłumy ultraortodoksyjnych Żydów w wielkim ścisku śpiewały, tańczyły i podskakiwały.

Według szacunków w tym tradycyjnie radosnym wydarzeniu mogło wziąć udział nawet 100 tys. osób.

"To miejsce to śmierć. Jestem wolontariuszem ZAKA od 23 lat, widziałem poważne zamachy terrorystyczne, katastrofy, wypadki z ofiarami (...). Naprawdę wszystkie wydarzenia są trudne, ale tutaj widzisz niekończącą się linię trupów. To jest coś, z czym nie możesz się pogodzić" - mówił jeden z ratowników medycznych.

"Ludzie krzyczeli tam: Szema Israel (pierwsze słowa żydowskiej modlitwy - red.), nie mogę oddychać, nie mogę oddychać, i wspinali się na ramiona innych tylko po to, żeby złapać powietrze" - relacjonował 22-letni uczestnik wydarzenia.

55-latek, który przyjeżdża na górę Meron od dziecka, powiedział: "Byłem po drugiej stronie w czasie zdarzenia i tam też widziałem ten zgiełk i ścisk. Nigdy nie widziałem czegoś takiego jak w tym roku. Ludzie popychali się nawzajem, nie przypominam sobie czegoś takiego".

Nagrania wideo z tragedii pokazuje wielki tłum ludzi starających się zejść wąskim zboczem góry, powodując ogromny ścisk i tratując część osób.


Dramat rozegrał się w sekcji przeznaczonej dla mężczyzn. Według cytowanych przez agencję Reutera świadków, ofiary udusiły się lub zostały zadeptane.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Joanna Potocka

RMF FM/PAP