"Mamy swojego Wielgusa" - piszą media na Słowacji o aferze metropolity Jana Sokola. Najnowsza analiza materiałów z czasów komunizmu dowodzi, że metropolita trnawsko-bratysławski był długoletnim, świadomym współpracownikiem czechosłowackiej bezpieki. Duchowny utrzymuje, że nie współpracował.

Z dokumentów, do których dotarli słowaccy historycy, wynika jednak, że metropolita wielokrotnie otrzymywał od służby bezpieczeństwa pieniądze i prezenty. Zachowały się też rachunki za jedzenie i picie zakupione w czasie spotkań duchownego z oficerami bezpieki w dwóch lokalach konspiracyjnych w Bratysławie.

Sprawa Sokola nie jest nowa. W opublikowanym dwa lata temu w Internecie wykazie Instytutu Pamięci Narodu arcybiskup figuruje najpierw jako kandydat do współpracy, a później jako agent czechosłowackiej komunistycznej tajnej policji StB. Hierarcha wówczas temu zaprzeczył, a winy nie udało mu się udowodnić, ponieważ jego teczka została zniszczona.