Sensacyjne odkrycie we wraku Estonii: Dziura, którą mogła spowodować łódź podwodna

Poniedziałek, 28 września (08:13)
Aktualizacja: Poniedziałek, 28 września (09:14)

Twórcy filmu dokumentalnego na temat katastrofy promu Estonia dokonali sensacyjnego odkrycia. Wrak promu, który stał się mogiłą dla ponad 800 osób, leży od 1994 roku na dnie Bałtyku. Zdjęcia wykonane przez podwodnego robota, na potrzeby filmu, pokazują… olbrzymią dziurę w poszyciu. Pojawiła się teoria, że takie uszkodzenia mogły powstać tylko na skutek silnego uderzenia z zewnątrz – na przykład zderzenia z łodzią podwodną.

27 września 1994 roku tuż przed godziną 19:00 prom pasażerski Estonia opuścił port w Tallinie. To był nocny kurs. Rano miał przybić do portu w Sztokholmie. Na jego pokładzie było blisko 1000 osób.

Prom zdołał pokonać zaledwie pół trasy. Wiał silny wiatr, fale miały kilka metrów wysokości. Tuż po północy prom przechylił się i w ciągu niespełna godziny zniknął w morskiej otchłani.

Była to największa cywilna katastrofa w dziejach powojennej Europy i największa, jaka miała miejsce na Bałtyku w czasach pokojowych.

Uratowano 137 rozbitków. 852 osób zginęło. Tylko nieliczne ciała odnaleziono i przekazano rodzinom. Wrak, który osiadł na dnie Bałtyku, do dziś jest mogiłą większości z nich. Oprócz Szwedów i Estończyków, zginęli obywatele 15 innych krajów, w tym również Polski.

Zobacz archiwalny film z akcji ratunkowej:

W 1997 roku międzynarodowa komisja złożona z ekspertów z Estonii, Finlandii i Szwecji orzekła, że przyczyną katastrofy były wady konstrukcyjne furty dziobowej - nadwodnej części promu służącej do załadunku, między innymi, samochodów. W warunkach silnego sztormu furta nie wytrzymała uderzeń fal zwrotnych: skrzydła ogromnych wrót zostały zerwane. Woda zaczęła błyskawicznie wlewać się do ładowni, co spowodowało zwiększający się przechył promu na prawą burtę.

Kiedy załoga zdała sobie sprawę z tego, w jak niebezpiecznej sytuacji znalazł się prom Estonia, było już za późno - statek położył się na bok i poszedł na dno.

Wrak Estonii spoczywa na dnie Bałtyku w pobliżu wybrzeża Finlandii na głębokości 85 metrów. Nigdy nie podjęto próby jego wydobycia.

Od razu po katastrofie pojawiły się teorie, że do tragedii doprowadził wybuch, w przeciwnym razie prom nie zatonąłby tak gwałtownie. Nigdy jednak nie znaleziono dowodów na potwierdzenie tej tezy.

Twórcy filmu dokumentalnego "Estonia - odkrycie, które wszystko zmienia" znaleźli w poszyciu wraku 4-metrową wyrwę. 

Wcześnie dziurę zakrywało dno morskie. Estonia leży na miękkiej glinie, przez lata wrak przechylił się, a wyrwa się odsłoniła. 

Zobacz zwiastun filmu dokumentalnego:

"Nie można wykluczyć, że to uszkodzenie, które miało czołowe znaczenie dla przebiegu tragedii" - stwierdził prof. Jørgen Amdahl z akademii morskiej w norweskim Trondheim.

Pisze o tym szwedzki dziennik "Aftonbladet", który publikuje unikatowe zdjęcia, zrobione przez spuszczonego na dno morskie robota.

Twórcy filmu dokumentalnego skontaktowali się z kilkoma ekspertami, badającymi przyczyny katastrof morskich.

Większość z nich stwierdziła, że tak duża dziura w kadłubie promu mogła powstać tylko na skutek dużej siły zewnętrznej. Pojawiły się głosy, że musiał być to duży obiekt, który uderzył w bok Estonii.

Jedna z teorii mówi o łodzi podwodnej.

"500-600 ton, takiej siły potrzeba, żeby doprowadzić do takiej deformacji" - mówi prof. Jørgen Amdahl.

Minister spraw zagranicznych Szwecji Ann Linde we wspólnym oświadczeniu Szwecji, Finlandii i Estonii napisała, że przedstawiciele tych krajów przyjrzą się nowym odkryciom. Jednocześnie podkreśliła, że kraje te ufają ustaleniom, do jakich doszła wspólna ich komisja w 1997 roku, która badała przyczyny tragedii promu.

 


Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Joanna Potocka

RMF24