Rosyjscy szpiedzy w czeskich Vrběticach. W tle otrucie bułgarskiego biznesmena

Niedziela, 18 kwietnia (07:43)

​Rosyjskie służby specjalne odpowiadają za wybuch w magazynie amunicji w czeskich Vrběticach - poinformował w sobotę premier Andrej Babiš na niespodziewanej konferencji prasowej. W związku z tym Czechy zdecydowały o wydaleniu 18 rosyjskich dyplomatów.

Do potężnej eksplozji składu amunicji we Vrběticach doszło 16 października 2014 roku. Zginęły wówczas dwie osoby. W grudniu doszło do kolejnego wybuchu, jednak nikomu nic się nie stało. 

Jak opisywały media, w składach były dziesiątki bomb lotniczych, tysiące granatów i pistoletów maszynowych oraz prawie cztery miliony nabojów. Magazyny były wynajmowane przez ostrawską firmę Grupę Imex.

Przez lata przyczyny eksplozji były dość niejasne. Andrej Babiš, wówczas jako minister finansów, sugerował nawet, że mogło za nią stać samo kierownictwo Grupy Imex, ponieważ dyrektor wykonawczy firmy był w magazynie w noc poprzedzającą pierwszy wybuch.

Wczoraj jednak rząd czeski poinformował, że zgodnie z ustaleniami służb, w wybuch byli najprawdopodobniej zamieszani agenci rosyjskiego wywiadu. I to nie byle kto - chodzi o Aleksandra Miszkina i Anatolija Czepigę, funkcjonariuszy odpowiedzialnych m.in. za próbę zabójstwa byłego agenta GRU Siergieja Skripala w brytyjskim Salisbury.

Ludzie o wielu nazwiskach

Jak podaje magazyn "Respekt" Miszkin i Czepiga przyjechali do Czech 13 października 2014, a więc kilka dni przed eksplozją we Vrběticach. W dniu katastrofy z kolei wrócili do Moskwy przez Austrię. Czeska policja poinformowała, że używali paszportów na nazwiska Rusłan Boszyrow i Aleksander Petrow - tych samych, które mieli z sobą kilka lat później podczas lotu do Wielkiej Brytanii.

Celem wyprawy Miszkina i Czepigi od początku był magazyn we Vrběticach. Każdy bowiem, kto chce odwiedzić obiekt np. w celach biznesowych, musi wcześniej powiadomić o tym zarządców. I tak rosyjscy agencji wysłali maila, kiedy by chcieli przybyć. Musieli dostarczyć także skany paszportów. Te były jednak różne od tych, których wykorzystywali do przekraczania granic - dokumenty były na nazwiska Rusłan Tabarow i Nikołaj Popa.

Po krótkim pobycie w Pradze Czepiga i Miszkin pojechali na północ Czech, gdzie zatrzymali się w niewielkim hotelu w Ostrawie. Pozwolenie na odwiedzenie składu obowiązywało w okresie od 13 do 17 października. Do eksplozji doszło 16 października o godz. 9:25. 

Czeska policja na razie jednak nie ma twardych dowodów na to, że rosyjscy agenci osobiście weszli do kompleksu.

Policja pracuje nad hipotezą, że do eksplozji miało dojść w trakcie transportu. Do wybuchu doszłoby więc przedwcześnie.

Ostrawska firma zaprzecza wizycie

Przedstawiciel Grupy Imex Radek Ondruš powiedział, że nigdy nie słyszał nazwisk agentów, ani nikt taki nie pojawił się na terenie składu. Powiedział, że owszem, w tych dniach przyszła prośba o zezwolenie, jednak nie składali jej Rosjanie. Chodziło o dwie osoby, ale ostatecznie nie zgłosiły się - powiedział w rozmowie z iROZHLAS.cz.

Na pewno nie weszli do lokalu z nikim z firmy, trzeba by to było zarejestrować na portierni. Policja to sprawdziła i nic nie znalazła - dodał.

Broń dla armii i rebeliantów, w tle otrucie bułgarskiego biznesmena

Dlaczego Rosjanie w ogóle zainteresowali się czeskim składem amunicji? Hipotez jest kilka, jedna z nich mówi, że chcieli zapobiec dostawom amunicji dla syryjskich rebeliantów, którzy walczyli z popieranym przez Rosję Baszarem al-Assadem. Druga - że amunicja była dostarczana Ukraińcom, którzy byli w stanie wojny z prorosyjskimi separatystami.

Policja wskazuje też, że w magazynie była broń i amunicja należąca do bułgarskiego handlarza Emiliana Gebrewa. To, co zakupił, a co zaczął transportować z magazynu, eksplodowało - mówi Radiožurnál dobrze poinformowane źródło. Gebrew był później celem ataku rosyjskich specsłużb. W 2015 roku Rosjanie dwukrotnie podjęli próbę otrucia go - najpierw w luksusowej restauracji, a później w domu letniskowym nad Morzem Czarnym. Śledczy podejrzewają, że w obu przypadkach zastosowano substancję typu nowiczok.

Rząd Czech uznał, że dowody na udział specsłużb są wystarczające, by zdecydować o wydaleniu 18 rosyjskich dyplomatów. Wydalenie ich zbiegło się z ostatnimi przygotowaniami do przetargu na budowę nowego bloku energetycznego elektrowni atomowej Dukovany należącej do kontrolowanej przez państwo spółki CEZ. Kontrakt o wartości co najmniej 6 mld euro, jest największą pojedynczą inwestycją Czech, kraju należącego do UE i NATO. Poza rosyjskim Rosatomem, o kontrakt mają ubiegać się m. in. amerykański koncern Westinghouse, francuski EdF i południowokoreański KHNP.

Rosja zarzuty Czechów odrzuca i nazywa je "absurdalnymi". Anonimowe źródło w dyplomacji w rozmowie z Interfax powiedziało, że "Praga najwyraźniej zdecydowała się zamknąć swoją ambasadę w Moskwie". 

/
/
Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego nowego internetowego Radia RMF24.pl

Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24.pl na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Adam Zygiel

RMF24