Rośnie tragiczny bilans trzęsienia ziemi w Ekwadorze. Pod gruzami wciąż mogą być żywi ludzie

Poniedziałek, 18 kwietnia 2016 (07:31)

Do 272 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych sobotniego trzęsienia ziemi w Ekwadorze - poinformował prezydent Rafael Correa. Jako priorytet wskazał kontynuowanie poszukiwań ocalałych. Wciąż nie wiadomo, ile osób jest zaginionych.

Na konferencji prasowej w dotkniętej przez kataklizm turystycznej miejscowości Portoviejo Correa powiedział, że są sygnały świadczące o tym, że pod gruzami zawalonych budynków nadal znajdują się żywi ludzie. Jak jednak zastrzegł, liczba zabitych może jeszcze wzrosnąć.

Potrzebujemy pomocy. Potrzebujemy leków, wody pitnej i żywności, by pomóc ludziom - przyznał.

Ze względu na możliwe wstrząsy wtórne i awarię sieci energetycznej mieszkańcy regionów, które ucierpiały w trzęsieniu, drugą noc z rzędu musieli spędzić pod gołym niebem i w całkowitych ciemnościach, do tego w deszczu. Media pokazywały spustoszone miasta, zawalone budynki, uszkodzone drogi i oszołomionych, płaczących ludzi. Wielu mieszkańców zaczęło zbijać prowizoryczne trumny dla ofiar i mimo ostrzeżeń władz szukało schronienia wśród uszkodzonych budynków.

Jak poinformowały władze prowincji Manabi, z więzienia El Rodeo obok miasta Portoviejo uciekło 180 osadzonych. 20 z nich złapano, część wróciła z własnej woli, ale większość pozostaje na wolności.

Epicentrum trzęsienia znalazło się w odległości około 170 km na północy zachód od stolicy kraju, Quito, w regionie słabo zaludnionych miast portowych i odwiedzanych przez turystów plaż, ale było odczuwalne w wielu częściach kraju. Według władz, przypadki śmiertelne odnotowano nawet w miejscowościach oddalonych od epicentrum o kilkaset kilometrów. Wśród najbardziej dotkniętych miast znalazły się Portoviejo, Manta i Guayaquil w prowincji Manabi. W Quito zatrzęsły się budynki, a w niektórych dzielnicach na kilka godzin zabrakło prądu.

W prowincji Manabi, która ucierpiała najbardziej, w większości regionów wciąż nie przywrócono dostaw prądu, bo władze koncentrują się na akcji ratunkowej.

W sześciu z 24 prowincji kraju ogłoszono stan wyjątkowy. Ze skutkiem natychmiastowym aktywowano kredyt na 600 mln dolarów - środki te mają zostać przeznaczone na odbudowę. Na obszary dotknięte trzęsieniem ziemi wysłanych zostało do pomocy 10 tysięcy żołnierzy, 3,5 tysiąca policjantów i 500 strażaków - takie informacje przekazał krajowy sztab kryzysowy. Pomoc wysłały do Ekwadoru Wenezuela, Meksyk, Kolumbia i Salwador.

Władze poinformowały, że wydobycie ropy naftowej nie spadło, ale profilaktycznie podjęto decyzję o tymczasowym zamknięciu głównej rafinerii w Esmeraldas.

Amerykańskie służby sejsmologiczne (USGS) podały, że sobotnie trzęsienie ziemi miało siłę 7,8 stopnia w skali Richtera, a po nim wystąpiło ponad 135 wstrząsów wtórnych, w tym jeden o sile 5,6 stopnia.

Rząd w Quito określa kataklizm jako najsilniejsze trzęsienie ziemi w Ekwadorze od 1979 roku, kiedy to zginęło600 osób, a około 200 tysięcy odniosło obrażenia.

(edbie)

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

RMF FM/PAP