Według źródeł zbliżonych do Kremla, na które w środę powołuje się Bloomberg, Rosja nie jest już skłonna do zwrotu części okupowanych terenów w ramach ewentualnego porozumienia kończącego wojnę. Bloomberg pisze, że Władimir Putin zamierza utrzymać obszary obwodów sumskiego i charkowskiego przy granicy z Rosją jako strefy buforowe.
Jednocześnie rosyjski prezydent chce, by Ukraina oddała Rosji pełną kontrolę nad Donbasem, którego Rosjanom nie udało się zdobyć od 2014 roku. Kijów stanowczo odrzuca te żądania i proponuje zakończenie wojny na obecnej linii frontu - zauważa Bloomberg.
O tym, jak Donbas jest ważny dla przywódcy Rosji, świadczy fakt, że Moskwa warunkuje powrót do rozmów pokojowych zajęciem całego regionu - twierdzą dwa źródła Bloomberga. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej ma zapewniać gospodarza Kremla, że armia może przejąć pełną kontrolę nad tym obszarzem do końca roku, choć wielu rosyjskich wojskowych uważa ten termin za nierealny. Wskazują, że będzie to możliwe dopiero w przyszłym roku.
Rosyjska złość na USA
Pragnący zachować anonimowość rozmówcy Bloomberga wskazują, że zmiana stanowiska Rosji ma związek - w opinii rosyjskich decydentów - z „coraz bardziej konfrontacyjnymi” wypowiedziami przedstawicieli amerykańskich władz. Moskwa uznaje je za dowód, że nieformalne ustalenia osiągnięte podczas ubiegłorocznego szczytu w Anchorage na Alasce przestały obowiązywać.
Kreml wielokrotnie powtarzał, że prezydenci USA i Rosji - Donald Trump i Władimir Putin - uzgodnili wówczas swoisty „pakiet zobowiązań”. Miał on zakładać naciski Waszyngtonu na Kijów, by oddał kontrolę nad obwodem donieckim w zamian za zwrot przez Rosję okupowanych terenów we wspomnianych obwodach sumskim i charkowskim. Amerykanie stanowczo zaprzeczają, by podczas szczytu w Anchorage doszło do jakiegokolwiek porozumienia w sprawie zakończenia wojny.
Na obecne podejście Kremla do kwestii terytorialnych wpływ mają też nasilające się ukraińskie ataki na terytorium Rosji, w tym Moskwę. Uderzenia w rafinerie ropy naftowej odbijają się rosyjskim liderom czkawką, bo doprowadziły do ogólnokrajowych niedoborów paliwa. W Moskwie mają być też źli na amerykańskiego prezydenta, który poparł nową ustawę sankcyjną forsowaną przez zmarłego senatora Lindseya Grahama, przewidujacą nałożenie nawet 100-procentowych ceł na pięciu największych odbiorców rosyjskiej ropy naftowej i gazu.
Przypomnijmy, że rozmowy pokojowe między Rosją a Ukrainą, prowadzone za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych, utknęły w martwym punkcie w lutym. Od tego czasu amerykańska administracja skupiona jest na wojnie z Iranem.