Prywatna armia dla prezydenta. Za „grupą Wagnera” stoi rosyjski Sztab Generalny Sił Zbrojnych

Środa, 30 stycznia 2019 (08:32)

​Stworzenie prywatnej firmy wojskowej, zwanej dzisiaj "grupą Wagnera", rozpoczęło kierownictwo Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej w 2010 roku - mówi rosyjskiemu portali "The Bell" źródło w kremlowskiemu ministerstwie obrony. Realizację projektu powierzono Jewgienijowi Prigożynowi, biznesmenowi i wieloletniemu przyjacielowi Władimira Putina.

Pomysł pojawił się już w 2009 roku. Chciano stworzyć zespół "emerytowanych" żołnierzy - takich, którzy formalnie przeszli na emeryturę, ale są przeszkoleni i mają doświadczenie w działaniach wojennych.

Wojskowi przeszli do realizacji. Na Forum Ekonomicznym w Sankt Petersburgu w 2010 roku krótki wykład miał mieć Eben Barlow - były porucznik południowoafrykańskich sił bezpieczeństwa i założyciel jednej z pierwszych prywatnych armii na świecie. To był jednak tylko oficjalny cel wizyty Barlowa - nieoficjalnym, acz głównym powodem zaproszenia go do Rosji miała być zamknięta prezentacja dla delegacji Sztabu Generalnego.

Utworzenie prywatnej armii odsuwało się jednak w czasie. W 2012 roku minister obrony Anatolij Sierdiukow został zdymisjonowany w rezultacie skandalu korupcyjnego. Następnie szef Sztabu Generalnego Nikołaj Makarow przeszedł na emeryturę. Projekt utworzenia prywatnej armii spadł na jego następcę Walerija Gierasimowa, który w 2013 roku rozpoczął rekrutację najemników. W 2014 roku w szeregach nowej formacji mogło być nawet 10 tysięcy byłych żołnierzy.

Kierowanie grupą powierzono Jewgienijowi Prigożynowi, biznesmenowi-restauratorowi, nazywanego "kucharzem Putina". Początkowo nie był entuzjastycznie nastawiony do projektu - twierdził, że jest on niebezpieczny, a korzyści są niepewne. Ale takich zamówień się nie odmawia - mówi rozmówca "The Bell".

Wkrótce firma gastronomiczna Prigożyna zaczęła realizować zlecenia dla wojska. Jak mówią źródła "The Bell" w ministerstwie obrony, pieniądze za zlecenia trafiały częściowo faktycznie do firmy Prigożyna, a część szła na projekt prywatnej armii.

Sam Prigożyn w rozmowie z "The Bell" twierdzi jednak, że nie ma żadnych powiązań między nim a "grupą Wagnera". W Federacji Rosyjskiej nie istnieje koncepcja prywatnej firmy wojskowej. Fakt umieszczenia mojego nazwiska w związku z prywatnym wojskiem jest konsekwencją informacji rozprowadzanych przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy - powiedział.

Najemnicy brali udział w działaniach na Krymie w 2014 roku. Prywatni żołnierze tzw. grupy Wagnera ("Wagner" to pseudonim dowódcy Dmitrija Uktina, który pasjonuje się wszystkim, co niemieckie, także muzyką klasyczną) zostali następnie wysłani do Syrii, gdzie często znajdowali się na pierwszej linii frontu. Szczególną rolę bojownicy odegrali w odbiciu Palmyry z rąk Państwa Islamskiego.

Kompania Wagnera była także wynajmowana przez syryjskich biznesmenów, którzy mieli zająć pola naftowe i gazowe w kraju, której znajdowały się pod kontrolą Kurdów, wspieranych przez USA. W lutym najemnicy padli ofiarą amerykańskich nalotów w pobliżu Deir-ez-Zor.

Grupa prowadzi także operacje w kilku krajach afrykańskich, m.in. Republice Środkowoafrykańskiej i Sudanie. Ostatnio agencja Reutera ogłosiła, że najemnicy przylecieli także do Wenezueli, by chronić prezydenta Nicolasa Maduro.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Adam Zygiel

RMF24