Protesty w Kazachstanie. Doszło do starć, stan wyjątkowy w Ałmaty

Wtorek, 4 stycznia (21:03)
Aktualizacja: Wtorek, 4 stycznia (22:30)

​Starcia w Kazachstanie między policją a protestującymi. Na ulice kilku miast wyszli obywatele w sprzeciwie wobec rosnących cen gazu ciekłego, którym w regionie tankuje się większość samochodów. Prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew ogłosił w nocy z wtorku na środę czasu lokalnego dwutygodniowy stan wyjątkowy w największym mieście kraju Ałmaty oraz w obwodzie mangystauskim, które stały się miejscami największych masowych protestów.

Cena gazu ciekłego - którym wciąż większość mieszkańców tankuje swoje samochody - znacząco wzrosła. W zeszłym roku litr kosztował ok. 50-60 tenge (46-55 groszy). W ciągu kilku ostatnich dni ceny skoczyły do 120 tenge (1,12 zł).

Wzrost cen jest spowodowany rynkowymi zmianami w kraju. Do tej pory władze kontrolowały ceny m.in. gazu, a od stycznia zostały one zostać "uwolnione".  

2 stycznia na ulice wyszli mieszkańcy miasta Żangaozen. Potem protesty rozpoczęły się także w Ałmatach i Aktau.  

Władze Kazachstanu w reakcji ogłosiły częściowe przywrócenie limitów cen paliw. Ceny mają być maksymalnie na poziomie 50 tenge za litr, aczkolwiek dotyczy to tylko obwodu mangystauskim na zachodzie kraju.

Podejście władz nie uspokoiło jednak protestów, które obecnie zamieniły się także w żądania wyplenienia korupcji, zmniejszenia bezrobocia oraz dymisji rządu. Prezydent Kasym-Żomart Tokajew zapewnił, że władze nie upadną i ostrzegł protestujących, że ataki na budynki rządowe i wojskowe są nielegalne.

Uczestnicy protestów rozszerzyli swe żądania i domagają się obecnie odejścia z polityki szefa Rady Bezpieczeństwa kraju Nursułtana Nazarbajewa, który w ich opinii przekazał władzę prezydentowi Kasymowi-Żomartowi Tokajewowi tylko formalnie.

W stolicy, Nur-Sułtanie, duży tłum przeszedł kolumną po mieście, skandując "Stary, odejdź!". W odpowiedzi władze wprowadziły na ulice wojsko i oddziały sił specjalnych, które użyły przeciw protestującym gazu i grantów hukowych. Mimo to zebrani nie rozchodzą się i próbują zająć główny plac miasta.

Siły bezpieczeństwa w Ałmatach użyły granatów hukowych i gazu łzawiącego po tym, jak protestujący usiłowali wedrzeć się do siedziby burmistrza miasta. Manifestujący przewrócili także jeden z radiowozów. Zatrzymano ok. 200 osób.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Adam Zygiel

Magdalena Partyła

RMF/PAP