Praca w Holandii wciąż atrakcyjna. "Nawet zamiatając ulice, zarobi się więcej niż w Polsce"

Czwartek, 2 maja 2019 (21:53)
Aktualizacja: Piątek, 3 maja 2019 (06:12)

Od kilku lat mniej Polaków przyjeżdża do pracy do Holandii. Jednocześnie bardzo wzrosła wśród Polaków w Holandii świadomość praw pracowniczych. Nie dają się już tak wykorzystywać i potrafią się bronić w sądach. To ustalenia korespondentki RMF FM Katarzyny Szymańskiej – Borginon.

Z badań holenderskiego Centralnego Biura Statystycznego wynika, że w ostatnich latach do Holandii przyjeżdża mniej Polaków. Organizacja pracodawców ABU wśród przyczyn zmniejszenia się liczby przyjazdów polskich pracowników  do Holandii wymienia: złe warunki zakwaterowania, konkurencję Niemiec i Belgii oraz poprawę sytuacji gospodarczej w Polsce. Jednak z rozmów dziennikarki RMF FM z Polakami w Gaudzie wynika, że Holandia wciąż jest atrakcyjna.  

Jeżeli ktoś nie ma wykształcenia, to tutaj nawet zamiatając ulice, zarobi więcej niż w Polsce - mówi Bartłomiej, który pracuje przy myciu skrzynek w Bleiswijk. Nie wybieram się do Polski. Tutaj kupiłem dom. Tutaj mam rodzinę. I myślę, że spędzę tutaj długi, długi czas - mówi inny mężczyzna, który w Gaudzie mieszka już od 10 lat. Obaj jednak przyznają, że coraz częściej Polaków zastępują - zwłaszcza w ogrodnictwie - Rumuni i Bułgarzy.

Izabela Muchowska z największego, holenderskiego związku zawodowego FNV zauważa, że zmieniła się mentalność polskiego pracownika w Holandii. Polacy nie dają się już tak wykorzystywać, jak jeszcze 10 lat temu i żądają wyższej płacy. Dawniej bali się wstępować do związków zawodowych. Gdy związkowcy z FNV przychodzili do jakiejś firmy, to wręcz chowali się i nie chcieli rozmawiać. Teraz, gdy zjawiamy się pod firmą, to przychodzą pytają, co i jak. Często się zapisują do naszego związku - mówi Muchowska. Teraz Polacy potrafią już walczyć o swoje, a nawet wygrywają procesy z pracodawcami, którzy chcieli się ich kosztem nielegalnie wzbogacić.

Około 90 proc. osób pracujących dla holenderskiej poczty to Polacy. Pracują przede wszystkim w sortowaniach paczek. Holenderska poczta wykorzystuje swoją pozycję na rynku, stworzyła taką konstrukcję zatrudnienia, żeby płacić Polakom jak najniższe pensje.

Polacy są zatrudniani przez biura pośrednictwa pracy, często stworzone we współpracy z pocztą, tylko po to, żeby wypłacać im płacę minimalną bez dodatków i świadczeń. W ten sposób holenderska poczta nie przestrzegała warunków zbiorowego układu pracy. W sortowni paczek w Gaudzie walka Polaków o równe stawki, które przysługują np. Holendrom trwała 3 lata i nie była łatwa. 

Jak tylko usłyszeli, że ludzie wstępują do związków zawodowych, to albo próbowali nas pozwalniać, albo wywierali presję. Na przykład pracowałem na stanowisku, które mi się podobało, ale gdy mój pracodawca dowiedział się, że jestem w zawiązkach zawodowych, to przesunął mnie na inne stanowisko, o wiele gorsze, gdzie było o wiele ciężej  - mówi Janusz, który jako przedstawiciel związków zawodowych negocjował poprawę warunków zatrudnienia. 

Na początku było nas kilku, ale potem ludzie przekonywali się, że warto się jednoczyć, warto być razem, warto należeć do związków zawodowych - mówi. Ostatecznie Polacy wywalczyli wyrównanie zarobków i pensje dostosowane do stażu pracy. Holenderska poczta musiała wypłacić wszystkim Polakom milion euro - mówi Muchowska.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Katarzyna Szymańska-Borginon

Sara Bounaoui