Porwanie samolotu na Białorusi. Ojciec Ramana Pratasiewicza: Byliśmy w szoku

Poniedziałek, 24 maja (06:50)

​"Byliśmy w szoku, gdy zdaliśmy sobie sprawę, że to co się dzieje, nie mieści się w ramach żadnych przepisów i logiki. Nie mogliśmy nawet wyobrazić sobie takiego obrotu wydarzeń" - mówi w rozmowie z Tut.by Dzmitry, ojciec Ramana Pratasiewicza. Bloger został wczoraj zatrzymany w Mińsku po tym, jak białoruski reżim wymusił lądowanie samolotu linii Ryanair.

W niedzielę samolot relacji Ateny-Wilno został zmuszony do lądowania w Mińsku z powodu rzekomego ładunku wybuchowego na pokładzie. Władze Białorusi w celu odeskortowania maszyny poderwały myśliwce MiG-29. Według nieoficjalnych informacji pojawiły się także groźby zestrzelenia samolotu pasażerskiego.

Po wylądowaniu białoruskie służby zatrzymały kilka pasażerów, w tym Ramana Pratasiewicza - znanego antyrządowego blogera, byłego współredaktora kanału Nexta. Wśród zatrzymanych jest także dziewczyna aktywisty Safija Sapiega. Opozycjoniści informują, że z samolotu wysiadło w Mińsku sześć osób - dwójka obywateli Białorusi i czwórka Rosjan. 

Krewni Ramana dowiedzieli się o zatrzymaniu 26-latka z kanałów Telegramu. Jego rodzice wiedzieli, że Raman miał lecieć z Aten, ale nie wiedzieli, jakim lotem i dokąd.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że samolot Ateny-Wilno wylądował w Mińsku, to zaczęliśmy podejrzewać, że coś jest nie tak. Myśleliśmy, że nasz syn może lecieć tym lotem. Wtedy z kanałów w Telegramie dowiedzieliśmy się, że został zatrzymany - mówi w rozmowie z Tut.by ojciec Ramana.

Dzmitry rozpoznał syna m.in. na zdjęciu opublikowanym przez zespół ds. zwalczania przestępczości zorganizowanej i korupcji Ministerstwa Spraw Wewnętrznym. Zdjęcie zostało później jednak usunięte.

Rodzice blogera nie wiedzą, gdzie on teraz jest. Nie przekazano im żadnych informacji, a telefon Ramana jest wyłączony.

Pratasiewicz pojechał do Grecji na wakacje, jednak wiedział o tym naprawdę niewielki krąg bliskich mu osób. To były wyłącznie informacje dla nas, nie chciał ich rozpowszechniać. Od nas nikt nie mógł się dowiedzieć, gdzie jest nasz syn - podkreślił Dzmitry.

Nexta to jeden z najpopularniejszych kanałów w aplikacji Telegram na Białorusi. Jest to niezależne medium publikujące materiały o interesach Alaksandra Łukaszenki oraz o brutalnych działaniach białoruskich służb. W październiku 2020 roku kanał oraz jego logotyp zostały uznane przez sąd w Mińsku za ekstremistyczne.

W listopadzie ubiegłego roku białoruski Komitet Śledczy uznał założyciela Nexty Sciapana Puciła i współredaktora Ramana Pratasiewicza za osoby zaangażowane w organizację antyrządowych akcji i podżeganie do nienawiści. Obaj znaleźli się także na liście osób zaangażowanych w działalność terrorystyczną.

Puciła od lat mieszka w Polsce. Pratasiewicz przeniósł się tu pod koniec 2019 roku w obawie przez represjami. Jesienią ubiegłego roku przeprowadził się na Litwę. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Adam Zygiel

RMF24