Pomogła petycja ws. krowy, która nielegalnie przekroczyła granicę. Penka uratowana

Poniedziałek, 11 czerwca (17:14)

Władze Bułgarii zdecydowały, że krowa Penka, która miała zostać uśmiercona po tym, jak nielegalnie przekroczyła granicę z bułgarsko-serbską, zostanie ocalona - podał Reuters. Tysiące internautów z całej Europy, w tym Paul McCarthney podpisały petycję o ocaleniu bułgarskiej krowy.

Po tym, jak media zaczęły mówić o petycji, bułgarskie władze sanitarne zgodziły się przyjrzeć sprawie krowy jeszcze raz. Po badaniach okazało się, że zwierzę jest całkowicie zdrowe. "Zwierzę będzie mogło powrócić do swojego domu, do wioski Mazaraczewo pod koniec tygodnia" - oświadczyła instytucja.

Grupa zajmująca się ochroną praw zwierząt "Cztery łapy" ogłosiła, że jest dużo więcej zwierząt będących w podobnej sytuacja jak Penka.

Zabicie tych wszystkich zwierząt byłoby okrutne. Wierzę w to, że jeśli w europejskim prawie są luki, to sprawa Penki pozwoli je załatać - przyznał rzecznik organizacji Yavor Gechev.

Sprawa krowy Penki stała się głośna po reportażu bułgarskiej telewizji publicznej. Opowiadał on o krowie z granicznej wioski Kopiłowci na zachodzie kraju, która zabłądziła i znalazła się na terytorium Serbii. Po kilku dniach serbscy wieśniacy przywieźli ją z powrotem na granicę i została przekazana właścicielowi.

Głos zabrały bułgarskie władze sanitarne, które zarządziły, że na mocy regulacji unijnych zwierzę, które opuściło granicę UE i znalazło się ponownie na niej bez odpowiedniej kontroli sanitarnej i dokumentów, powinno być uśmiercone. Dodatkowym dramatycznym elementem jest to, że Penka jest w ciąży i za trzy tygodnie ma rodzić.

W kraju wszczęto wrzawę w obronie krowy, która jest zdrowa i niczym nie zaraziła się w ciągu krótkiego pobytu w Serbii, gdzie nie zanotowano obecnie żadnej epidemii.

Sprawa nabrała politycznego wymiaru, gdy w kampanię włączyły się brytyjskie media, podkreślając absurdalność unijnych regulacji i niezdolność brukselskiej biurokracji do reagowania zgodnie z konkretną sytuacją. Brytyjski "Telegraph" stał się inicjatorem petycji do Parlamentu Europejskiego, a brytyjscy posłowie konserwatywni zwrócili się osobiście do przewodniczącego PE Antonio Tajaniego.

(nm)

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat