Polscy marynarze - porwani przez piratów z pokładu "Pomerenia Sky" - uwolnieni!

Wtorek, 18 grudnia 2018 (17:18)
Aktualizacja: Wtorek, 18 grudnia 2018 (18:40)

Polacy i pozostali marynarze z załogi statku "Pomerenia Sky", porwani pod koniec października u wybrzeży Nigerii, zostali uwolnieni. "Wszyscy (...) są w bezpiecznym miejscu i oczekują na powrót do rodzin" - przekazało MSZ.

Resort dyplomacji jest w informowaniu o uwolnieniu marynarzy bardzo oszczędny w słowach.

Wiadomo jednak - jak przypomina dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada - że od końca października, kiedy doszło do porwania, w resorcie w Warszawie i polskiej ambasadzie w stolicy Nigerii, Abudży, działał sztab kryzysowy.

Próby uwolnienia marynarzy podejmował także niemiecki armator statku.

Dziękujemy armatorowi, jego współpracownikom i doradcom za profesjonalne poprowadzenie tej trudnej sprawy. Jesteśmy wdzięczni za pomoc także władzom Nigerii - zaznaczył polski MSZ w krótkim oświadczeniu.

Jak poinformował szef MSZ Jacek Czaputowicz, marynarze mają wrócić do Polski już w środę.

Piraci zaatakowali kontenerowiec "Pomerenia Sky" 27 października. Statek płynął z Angoli do nigeryjskiego portu Omme. Około 4 nad ranem, gdy znajdował się około 60 mil morskich od wybrzeża, podpłynęły do niego dwie motorówki. Porywacze wdarli się na pokład i sterroryzowali załogę, która zdążyła jednak nadać przez radio komunikat o problemach.

Z pokładu "Pomerenia Sky" uprowadzona została część załogi: 8 Polaków, 2 Filipińczyków i Ukrainiec.

Jak przypomniał w komunikacie resort spraw zagranicznych, było to już piąte porwanie Polaków w Zatoce Gwinejskiej od 2013 roku.

Ekspert o płaceniu piratom okupu: "Na ten temat nie mogę się wypowiadać. Ale..."

Kilka dni po ataku na "Pomerenia Sky" korespondent RMF FM Bogdan Frymorgen rozmawiał z Jake'iem Longworthem - analitykiem z londyńskiej firmy konsultingowej, która zajmuje się analizą ryzyka porwań przez piratów i często pomaga armatorom w tego typu sytuacjach. Pytał o schemat działań w sytuacji porwania statku czy samych marynarzy.

Wbrew powszechnemu przekonaniu lokalne władze najczęściej nie uczestniczą w negocjacjach z porywaczami. Armator powierza te sprawy firmom konsultingowym, które mają w takich sytuacjach doświadczenie - relacjonował Longworth.

Na pytanie, czy sukces takich negocjacji zależy od zapłacenia piratom okupu, odpowiedział jednak wymijająco.

Na ten temat nie mogę się wypowiadać. Ale wiadomo, że porywaczom chodzi o pieniądze - stwierdził.

Mogę natomiast powiedzieć, że statystycznie takie sytuacje rozwiązywane są średnio w ciągu miesiąca - podsumował Jake Longworth.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Edyta Bieńczak