Policjanci postrzelili 20-latka. W centrum Chicago wybuchły zamieszki

Poniedziałek, 10 sierpnia (17:56)
Aktualizacja: Poniedziałek, 10 sierpnia (20:08)

Splądrowane sklepy, powybijane witryny i starcia z policją. To sceny z centrum Chicago. Zamieszki wybuchły po interwencji policjantów, którzy postrzelili 20-letniego mężczyznę, kiedy ten - podczas przesłuchania - zaczął uciekać i otworzył ogień do funkcjonariuszy. Aresztowano ponad 100 osób, a kilkunastu policjantów doznało obrażeń.

Ranny uciekinier trafił do szpitala. W mediach społecznościowych zaczęto nawoływać do demonstracji, które przerodziły się w akty wandalizmu, między innymi na reprezentacyjnej Michigan Avenue.

400 policjantów zostało zadysponowanych do centrum miasta. To nie był zorganizowany protest, to była przestępczość w czystej postaci. To akt przemocy przeciwko funkcjonariuszom i przeciwko naszemu miastu - mówił nadinspektor David Brown z chicagowskiej policji. Jak poinformował - w zamieszkach i strzelaninie rannych zostało 13 funkcjonariuszy. Obrażenia odniosły też dwie osoby.

Przyczyną zajść mogła być zdaniem władz nagłośniona przez media społecznościowe strzelanina w niedzielne popołudnie w dzielnicy Englewood. Policjanci zranili podczas pościgu 20-letniego mężczyznę, który do nich strzelał. Ranny został zabrany do szpitala, a jego stan dobrze rokuje.

Incydent rozgniewał okolicznych mieszkańców. Kilkadziesiąt osób zgromadziło się przed barykadą policyjną. Władze miejskie stwierdziły też, że ktoś rozsiewał fałszywe informacje, iż funkcjonariusze postrzelili dziecko.

Grabieże rozpoczęły się wkrótce po północy. Ludzie wdzierali się przez rozbite okna i drzwi do sklepów m.in. wzdłuż Michigan Avenue, skąd wynosili torby pełne towarów.

Według rzecznika policji Toma Aherna funkcjonariusze zatrzymali kilka osób m.in. przy Lake Street w pobliżu Michigan Avenue, kiedy z przejeżdżającego samochodu padły strzały około godz. 4.30 rano.

Lokalna telewizja 5 Chicago podała, że "na żądanie urzędników ds. bezpieczeństwa publicznego", zarząd transportu publicznego wstrzymał na wiele godzin ruch wszystkich kolejek i autobusów w centrum miasta. Zostały podniesione mosty na rzece Chicago, aby uniemożliwić tam dostęp tłumów. Czynny był tylko jeden most przeznaczony dla samochodów ratowniczych.

Ograniczenia w transporcie obowiązywały przez całe rano. Oczekuje się, że zostaną wprowadzone ponownie w poniedziałek wieczorem.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Bartosz Styrna

Sara Bounaoui