W nocy z 26 na 27 lipca ukraińskie bezzałogowce przeprowadziły zmasowany atak na port towarowy w Rostowie nad Donem. Jak podkreślił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, to kolejny etap tzw. „dalekosiężnych sankcji” wymierzonych w rosyjską infrastrukturę krytyczną.
Według relacji lokalnych władz w wyniku uderzenia wybuchły pożary w części towarowej portu. Gubernator obwodu rostowskiego Jurij Sliusar poinformował o dwóch ofiarach śmiertelnych i pięciu osobach rannych.
Skutki dla rosyjskiej logistyki
Port w Rostowie nad Donem to jeden z najważniejszych punktów przeładunkowych w południowej Rosji, z roczną przepustowością sięgającą 18 miliardów ton towarów. Po nasileniu się ukraińskich ataków działalność portu została ograniczona do minimum, co może mieć poważne konsekwencje dla rosyjskiej logistyki i eksportu.
Ukraińskie uderzenie wpisuje się w szerszą strategię ataków na rosyjskie zaplecze logistyczne. Zełenski poinformował również o nalotach na obiekty naftowe w obwodzie jarosławskim oraz w republice Udmurcji – aż 1300 kilometrów od granic Ukrainy.
Ukraina intensyfikuje ataki na rosyjską flotę
Według oficjalnych danych od nasilenia się „sankcji dalekiego zasięgu” Ukrainy zniszczono lub uszkodzono 126 rosyjskich statków na Morzu Azowskim i ponad 70 na Morzu Czarnym, w tym wiele należących do tzw. „floty cieni” – statków wykorzystywanych do omijania międzynarodowych sankcji.
Ostatnie ataki pokazują, że Ukraina jest w stanie przeprowadzać skuteczne operacje daleko poza linią frontu, uderzając w strategiczne cele na terytorium Rosji. To kolejny sygnał dla Kremla, że wojna nie ogranicza się już tylko do Donbasu czy Krymu, ale coraz częściej przenosi się na rosyjskie zaplecze.