Zaniepokojeni lekarze i rutynowa kontrola
W lutym tego roku policja w Porthcawl, niewielkim nadmorskim miasteczku w południowej Walii, przeprowadziła kontrolę w domu 89-letniej Sylvii. Funkcjonariusze poszli sprawdzić, co dzieje się ze starszą panią na prośbę lekarzy. Byli oni zaniepokojeni, ponieważ kobieta nie pojawiła się w przychodni od września 2022 roku, mimo że wcześniej bywała tam regularnie.
Syn 89-latki, Christopher powiedział policji, że matka przebywa u krewnych w Londynie. Funkcjonariusze nie dali się jednak zwieść i postanowili przeszukać dom. Wtedy dokonali makabrycznego odkrycia.
Świeże kwiaty na zamrażarce
W salonie na parterze domu znaleźli zamrażarkę, na której leżały świeże kwiaty. W środku policjanci odkryli natomiast ciało Sylvii, owinięte kocem w panterkę, udekorowane różami.
Śledztwo wykazało, że kobieta zmarła w marcu 2023 roku. Dwa dni później jej syn kupił zamrażarkę i umieścił ją w jadalni. Od tamtej pory ciało pozostawało w ukryciu, a Christopher kontynuował codzienne życie, jakby nic się nie stało.
Mężczyzna regularnie składał kwiaty na zamrażarce i rozmawiał z matką o ulubionych serialach i wyścigach konnych. 60-latek spał nawet w tym samym pokoju, a czasami otwierał zamrażarkę, by trzymać matkę za rękę.
Wyłudzenie na kwotę 390 tysięcy złotych
Jednak po śmierci matki mężczyzna nie tylko ukrywał jej ciało, ale również przez blisko trzy lata pobierał jej emeryturę i inne świadczenia socjalne. Łączna kwota, jaką uzyskał w ten sposób, wyniosła 78 190 funtów, czyli ponad 390 000 złotych. Pieniądze trafiały na konto zmarłej, do którego syn miał dostęp.
W tym czasie sąsiedzi i pracownicy przychodni zaczęli podejrzewać, że z Sylvią dzieje się coś złego. Jej syn konsekwentnie odmawiał wizyt domowych i odbierał recepty w jej imieniu.
Problemy psychiczne czy zimna kalkulacja?
Podczas procesu wyszło na jaw, że mężczyzna zrezygnował z pracy pod koniec 2022 roku, gdy stan zdrowia Sylvii gwałtownie się pogorszył. Został on adoptowany jako 2-letnie dziecko i mieszkał z matką przez większość życia.
Obrończyni podkreślała w sądzie, że jej klient cierpiał na problemy psychiczne i nie radził sobie z żałobą. Prawniczka przekonywała, że 60-latek był „wyjątkowo blisko związany z matką”, a po jej śmierci nie potrafił zaakceptować straty. Nie chciałem jej opuścić – miał powiedzieć podczas przesłuchania.
Ostatecznie Walijczyk został skazany na 2 lata i 4 miesiące więzienia. Po odbyciu połowy kary będzie ubiegać się o zwolnienie warunkowe.