Makabryczne zabójstwo w Kopenhadze. Czy duński wynalazca ma na sumieniu inne zbrodnie?

Czwartek, 24 sierpnia 2017 (08:57)

Po tym, jak w zatoce Køge znaleziono korpus zaginionej szwedzkiej dziennikarski Kim Wall, duńska policja wraca do śledztw w sprawie niewyjaśnionych do dziś podobnych zabójstw sprzed lat, m.in. do zabójstwa 22-letniej turystki z Japonii, która zaginęła podczas swojej podróży po Skandynawii w 1986 roku. Jej pocięte zwłoki wypłynęły w plastikowych workach niedaleko Kopenhagi.

Policja w Danii przyjrzy się niewyjaśnionym zabójstwom z przeszłości, by poszukać podobieństwa do makabrycznej zbrodni na szwedzkiej dziennikarce Kim Wall.  

W październiku 1986 roku kierowca taksówki zauważył pływający w wodzie u wybrzeża Kopenhagi plastikowy worek. Jak się później okazało, w środku była dolna połowa kobiecego ciała. Z czasem wyszło na jaw, że były to zwłoki zaginionej 25 dni wcześniej japońskiej studentki. 22-letnia Kazuko Toyonaga w maju 1986 roku przyjechała z Tokio, by zwiedzić Niemcy, Szwecję i Danię. 

Sprawca tego zabójstwa nie został namierzony. Podejrzany o zabójstwo dziennikarki Kim Wall Peter Madsen miał wtedy 15 lat.

To w jego towarzystwie Kim Wall 10 sierpnia weszła na pokład skonstruowanej przez niego łodzi podwodnej. Przyjechała ze Szwecji do Kopenhagi, żeby zrobić reportaż o duńskim wynalazcy.

W poniedziałek znaleziono w morzy zmasakrowane części ciała kobiety, w środę duńska policja po otrzymaniu wyników badań DNA potwierdziła, że to zaginiona dziennikarka ze Szwecji. Nadal poszukiwane są brakujące elementy ciała Kim Wall.  

Na jaw wychodzą makabryczne szczegóły zbrodni

Jak poinformowała policja, korpus, który wypłynął w zatoce Køge pozbawiony był głowy, rąk i nóg. Z organów usunięto powietrze, a w środku umieszczono metalowy przedmiot, który miał sprawić, że zwłoki spoczną na dnie morza i nie wypłyną.

Jednocześnie na łodzi duńskiego wynalazcy znaleziono krew należącą do Kim Wall. Śledczy nie chcą spekulować na temat przyczyn śmierci kobiety, czy motywu sprawcy. Peter Madsen nadal podtrzymuje, że dziennikarka zmarła na skutek nieszczęśliwego wypadku, a on będąc w panice postanowił - jak to zeznał - "pochować ją w morzu".

Początkowo 46-latek utrzymywał, że po wywiadzie w tym samym dniu wysadził Kim Wall w porcie w Kopenhadze, a sam odpłynął.

Peter Madsen został zatrzymany w sobotę. Dzień wcześniej został uratowany z pokładu tonącej łodzi podwodnej. Po jej wyciągnięciu na brzeg, w trakcie oględzin policyjni technicy doszli do wniosku, że łódź została zatopiona celowo.

"Wiem tylko, że miała na imię Kim"

Duńska telewizja TV2 wyemitowała materiał, w którym słychać pierwsze słowa Petera Madsena wypowiedziane do policjanta, po tym jak został wyciągnięty z tonącej łodzi i wysadzony 11 sierpnia w porcie w Kopenhadze.

Na filmie widać, jak uśmiechnięty mężczyzna mówi, że jest zmartwiony zatonięciem łodzi, cieszy się niemniej, że jemu nic się nie stało.  

Policjant pyta go o los dziennikarki, uznawanej wówczas za zaginioną: Masz do niej kontakt?

Jest w moim telefonie, który leży na dnie morza - odpowiada Madsen - Wiem tylko, że ma na imię Kim. Nie sprawdzam dziennikarzy, z którymi rozmawiam. Po prostu dzwonią i pytają, czy mogę ze mną porozmawiać.  


Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Joanna Potocka

RMF24