Ługowoj przebadany na wykrywaczu kłamstw: "Nie otruł Litwinienki"

Czwartek, 26 kwietnia 2012 (10:59)

Brytyjscy specjaliści po badaniu na wykrywaczu kłamstw oczyszczają głównego podejrzanego o otrucie radioaktywnym polonem Aleksandra Litwinienki - byłego oficera Federalnej Służby Bezpieczeństwa i wroga Władimira Putina. Andriej Ługowoj był przez trzy godziny przepytywany w jednym z moskiewskich hoteli przez ekspertów z prywatnej firmy UK Lie test.

Ekstradycji Ługowoja od dawna domaga się Wielka Brytania, ale Rosja konsekwentnie odmawia. Teraz wyniki testu wskazały, że Ługowoj nie kłamie, utrzymując, że nie miał do czynienia z radioaktywnym polonem i nie doprowadził do śmierci Litwinienki. Badanie nie było jednak zlecone przez Scotland Yard - to prywatna inicjatywa Ługowoja, który chce, by wyniki testu zostały przekazane brytyjskim śledczym.

Litwinienko był funkcjonariuszem rosyjskiej FSB, a wcześniej KGB, pracującym początkowo w kontrwywiadzie wojskowym, a następnie w dziale zorganizowanej przestępczości. W 2000 roku zbiegł wraz z żoną i synem do Londynu, gdzie uzyskał azyl polityczny i ostro krytykował ówczesnego prezydenta Władimira Putina m. in. za politykę w Czeczenii i prześladowania opozycjonistów. 1 listopada 2006 roku spotkał się w hotelu "Millenium" w Londynie z dwoma dawnymi znajomymi ze służby, którzy po wystąpieniu z niej przeszli do pracy w sektorze prywatnym: Andriejem Ługowojem i Dmitrijem Kowtunem. Wypił z nimi herbatę, a 23 listopada zmarł w wyniku otrucia polonem-210, najprawdopodobniej podanym mu właśnie w herbacie. Przed śmiercią Litwinienko twierdził, że to Putin kazał go zamordować. Tezę tę podtrzymuje jego przyjaciel Aleksander Goldfarb w książce "Death of a dissident" i wdowa po nim.

Śmierć Litwinienki i podejrzenie, że zlecenie morderstwa wydano w Moskwie, doprowadziły do poważnego ochłodzenia stosunków między Rosją a Wielką Brytanią.

Kto stoi za tą śmiercią?

Już w 2007 roku Moskwa odrzuciła oskarżenia wobec Ługowoja, kiedy Brytyjczycy wystąpili o jego ekstradycję. Rosyjska prokuratura "ustaliła" nawet, że Andriej Ługowoj nie otruł Litwinienki - jak uważa Scotland Yard - a wręcz odwrotnie: to Litwinienko napromieniował Ługowoja. Zastępca prokuratora generalnego Aleksander Zwiagilcew i prokurator Andriej Majorow zapewniali wówczas, że Scotland Yard nie przedstawił przekonujących dowodów winy podejrzanego o popełnienie zbrodni.

Ługowoj zgodnie z linią Kremla utrzymuje, że za otruciem Litwinienki stoi Borys Bieriezowski - oligarcha, który od 2001 przebywa na emigracji w Wielkiej Brytanii. Bieriezowski przez wiele lat zaliczany był do tak zwanych sponsorów Kremla. Skłócony z Władimirem Putinem uciekł do Londynu, gdzie korzysta z praw azylanta. W Rosji zaocznie został skazany na sześć lat ciężkich robót za przestępstwa finansowe.

Ostatnio Bieriezowski obiecał prawie dwa miliony dolarów za aresztowanie Władimira Putina. Miliarder twierdzi, że Putin, kandydując po raz trzeci na prezydenta Rosji, złamał konstytucję.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Przemysław Marzec