Lotos kwitnie, dłoń opada, czyli zakończony maraton wyborczy w Indiach

Czwartek, 23 maja (15:45)

Co to za przypadkowe ryciny? Co to za ikonki? Mamy tu wentylator sufitowy, chatkę, miotłę, mango i wiele innych rysunkowych symboli. To są niezwykłe znaki, przy pomocy których indyjscy obywatele mogli się orientować gąszczu przeróżnych ugrupowań biorących udział w zakończonych właśnie wyborach parlamentarnych, najdłuższym i największym święcie demokracji na świecie. Właśnie takie czytelne oznaczenia pojawiły się na kartach, gdy Hindusi zjawili się lokalach wyborczych. A trzeba wiedzieć, że w tym rozległym i ludnym kraju aż 900 milionów osób jest uprawnionych do głosowania.

Dziś ponad miesięczna elekcja się zakończyła i wszystko wskazuje na to, że wyścig do izby niższej parlamentu (Izby Ludowej) wygrała prawicowa Indyjska Partia Ludowa (Janata) oraz jej nacjonalistyczni i lokalni partnerzy. Koalicja pod wodzą premiera Narendry Modiego zgarnie większość mandatów, wbrew proroctwom, że może utracić władzę na rzecz lewicy. W indyjskim systemie wyborczych znaczków oznacza to, że wygrał lotos. To ten kwietny symbol nadal będzie kwitł.  

Jak mogliśmy przed miesiącem przeczytać na stronie CNN, ikonki pomagają dziesiątkom indyjskich partii różnić się od siebie, ułatwiając uczestnikom głosowania dokonanie wyboru. Z artykułu napisanego przez dwoje dziennikarzy amerykańskiej stacji -Manveenę Suri i Oscara Hollanda- możemy się dowiedzieć, że około jednej czwartej  indyjskiej populacji jest niepiśmienna. Wyobraźmy sobie zatem, że co czwarty Hindus miałby wielki problem z głosowaniem, gdyby nie ten prosty obrazkowy system.

Symbole partii od dawna reprezentowały w Indiach różne wartości lub ideologie, jednak ten system zmienia  się w istotny sposób: zamiast samodzielnego projektowania logo, partie musiały wybierać z wcześniej istniejącej listy, kontrolowanej przez urzędników wyborczych. Obecnie Komisja Wyborcza Indii (ECI) trzyma pieczę nad pulą tysięcy symboli. Obrazki przedstawiają różne aspekty życia codziennego w Indiach: od stosu opon, gramofonu, po rikszę samochodową czy gracza krykieta. Poszczególne ugrupowania muszą wybrać trzy symbole, w kolejności preferencji, po czym są one przydzielane przez ECI. Gdy obraz jest już "zarezerwowany", nie może być używany przez żadną inną partię. Nowym uczestnikom pozostaje wybór z listy "wolnych" ikonicznych znaków. 

Elektroniczna maszyna do głosowania używana w tym roku w wyborach pokazywała symbole partii obok nazwisk kandydatów. Więc Hindusi mogli głosować na przykład na "klimatyzator", "tubkę pasty do zębów" czy "odkurzacz". Autorzy artykułu w CNN przypominają, że wiele rycin jest w rzeczywistości dziełem jednego artysty: M. S. Sethiego, który przez dziesięciolecia pracował jako rysownik dla indyjskiej komisji wyborczej.

Pierwszy raz zatrudniono tego artystę w latach 50. ubiegłego wieku, kiedy Indie zorganizowały pierwsze wybory po odzyskaniu niepodległości. Sethi konsultował znaki z urzędnikami, razem omawiali kwestię użycia w głosowaniu schematycznych przedstawień przedmiotów codziennego użytku, które wyborcy, często analfabeci,  mogli łatwo zapamiętać i zidentyfikować. Podobno najpierw ołówkiem naszkicował te pierwsze symbole.

Sethi odszedł z komisji w latach 90., chociaż wiele jego projektów pozostało. Do stworzonej przez niego listy dodano nowe obrazy odzwierciedlające współczesne życie np. ładowarkę do telefonu czy pendrive'a. Ikony były kluczowymi narzędziami także w tegorocznej kampanii. Były one widoczne w całych Indiach - na banerach, billboardach, w broszurach i innych partyjnych materiałach - ponieważ poszczególne grupy polityczne rywalizują o uwagę wyborców.


Właśnie znak "lotosu'", który reprezentuje Partię Bharatiya Janata (BJP) premiera Narendry Modiego pokonał "wzniesioną, otwartą dłoń" głównego ugrupowania opozycji, Indyjskiego Kongresu Narodowego.


Kwitnący lotos się otwiera, a dłoń się zamyka. Taka będzie najbliższa polityczna przyszłość Indii.  

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Joanna Potocka

Bogdan Zalewski