Kontratak Sarkozy'ego: Służby działały perfekcyjnie przeciwko terroryście z Tuluzy

Wtorek, 27 marca 2012 (12:58)

Nicolas Sarkozy atakuje media, część ekspertów i lewicową opozycję, twierdzących, że policja i służby specjalne skompromitowały się zbyt powolnym działaniem przeciwko terroryście z Tuluzy Mohamedowi Merahowi. W wywiadzie dla dziennika "Ouest France" prezydent ostrzega, że nie pozwoli szkalować dobrego imienia funkcjonariuszy. Co więcej, zaprosił do Pałacu Elizejskiego przedstawicieli służb, żeby oficjalnie podziękować im za perfekcyjną pracę.

W wywiadzie dla "Ouest France" Nicolas Sarkozy oskarża swego głównego przeciwnika w kwietniowo-majowych wyborach prezydenckich - socjalistę Francois Hollande'a - o brak woli walki z islamskim ekstremizmem. Lewicowa opozycja sprzeciwia się bowiem zapowiadanemu przez Sarkozy'ego zaostrzeniu prawodawstwa w sferze zwalczania islamskiego terroryzmu, które zakłada m.in. karanie indoktrynacji oraz regularnego korzystania ze stron internetowych ekstremistycznych organizacji islamskich. Prezydent krytykuje również wizje Hollande'a, który sugeruje, iż islamski ekstremizm będzie się mniej szerzył w "kolorowych gettach" we Francji, jeżeli młodzieży z imigranckich rodzin zagwarantowane zostanie lepsze szkolnictwo i więcej zasiłków. Czy szkołą można coś wskórać przeciwko takim potworom jak Mohamed Merah? Odpowiedz brzmi oczywiście nie! - twierdzi Sarkozy.

Według większości komentatorów, Nicolas Sarkozy chce za wszelka cenę sprawić, by kampania przed zbliżającym się wyścigiem do Pałacu Elizejskiego skoncentrowała się teraz na walce z terroryzmem i przestępczością. Zwiększyłoby to jego szanse wyborcze, bo tematy te są tradycyjnie piętą achillesową lewicowej opozycji. Chciałbym złożyć hołd stróżom porządku i prokuratorom, dzięki którym udało się namierzyć i unieszkodliwić mordercę w ciągu zaledwie 10 dni - podkreśla Sarkozy.

Namierzenie terrorysty z Tuluzy nie było trudne

Wielu specjalistów podkreśla jednak, że namierzenie 23-letniego Mohameda Meraha nie było trudne, bo pozostawił on po sobie dużo śladów - m.in. w internecie. Przyszedł również do dilera Yamahy w Tuluzie, by zapytać, jak najłatwiej przemalować skuter, który został sfilmowany przez kamery monitorujące ulice w okolicach ataków. Do tego mieszkał zaledwie kilkaset metrów od żydowskiej szkoły w Tuluzie, przed którą dokonana została masakra - zginęły cztery osoby, w tym troje dzieci.

Policja próbuje też ustalić, kto wysłał pocztą do francuskiego biura arabskiej stacji telewizyjnej Al-Dżazira (z główną siedzibą w Katarze) nagrania wideo ataków w Tuluzie. Zostały one sfilmowane przez sprawcę niewielką kamerą, którą miał przymocowaną do torsu. Następnie dodany został podkład dźwiękowy i fragmenty Koranu. Paryskie biuro Al-Dzaziry otrzymało je w ostatni czwartek. Oblężenie antyterrorystów na Mohameda Meraha, który zabarykadował się w domu w Tuluzie, rozpoczęło się już w nocy z wtorku na środę ok. godz. 3. Policja próbuje ustalić, czy przesyłka wysłana została jeszcze we wtorek przez samego Mohameda Meraha, czy też już w środę przez ewentualnego wspólnika, np. jego brata Abdelkadera, który usłyszał już zarzut współorganizowania zamachów w rejonie Tuluzy.

Punktowanie błędów

Zobacz również:

Po tragicznych wydarzeniach na południu Francji zaostrzyła się dyskusja wokół funkcjonowania policji i służb specjalnych. Nazwisko islamskiego ekstremisty z Tuluzy widniało na liście terrorystów w USA, ale nie we Francji - oburzają się nadsekwańskie media. Twierdzą też, że śledztwo po zabójstwie trzech francuskich komandosów zostało wszczęte za późno, było zbyt powolne i zajmowała się nim zbyt mała liczba funkcjonariuszy, a amerykańskie służby specjalne wiedziały o Merahu więcej niż francuskie.

Niektórzy specjaliści mówią wprost: francuskie służby się skompromitowały. Powinny "mieć na oku" wszystkie rezydujące we Francji osoby, które - jak Merah - odbyły szkolenia w obozach treningowych Al-Kaidy w Afganistanie i Pakistanie. Kiedy jednak policja chciała aresztować 23-latka, okazało się, że funkcjonariusze nie znają jego aktualnego adresu zamieszkania. Źródła w służbach specjalnych sugerują, że ekstremista został kilkukrotnie przesłuchany w sprawie pobytów w Afganistanie i Pakistanie, ale funkcjonariusze uznali, że nie stanowi on zagrożenia, bo jest "normalnym obywatelem". Do niedawna Merah pracował w warsztacie samochodowym. Dziennik "Le Telegramme" donosi jednak, że ekstremista zmylił służby specjalne. Przez pewien czas miał przetrzymywać siłą w swoim mieszkaniu syna sąsiadów, którego próbował indoktrynować, pokazując mu sfilmowane egzekucje "niewiernych", dokonywane w Afganistanie przez talibów. Jedna z sąsiadek mówiła, że widziała, jak Merah paradował po osiedlu w paramilitarnym stroju z szablą w ręku krzycząc "Allah jest wielki!" Szef francuskiej dyplomacji Alain Juppe przyznał, że być może w funkcjonowaniu francuskich służb istnieją nieprawidłowości.

Masakrze w Tuluzie można było zapobiec

Coraz więcej francuskich ekspertów twierdzi, że masakry przed żydowską szkołą w Tuluzie można było uniknąć. Okazuje się, że 23-letniemu islamskiemu ekstremiście Mohamedowi Merahowi udało się zmylić policję i służby specjalne. Pierwszy atak - zabójstwo komandosa w Tuluzie - miał miejsce prawie dwa tygodnie temu. Policja od razu podejrzewała, że morderca skontaktował się z żołnierzem po tym, jak wojskowy zamieścił w Internecie ofertę sprzedaży motocykla. Funkcjonariusze przypuszczali jednak, że chodzi o krwawe porachunki osobiste i dopiero pięć dni później zaczęli sporządzać listę około 600 osób, które oglądały ogłoszenie w sieci. Działania te można było podjąć dużo wcześniej i schwytać Meraha przed poniedziałkowym atakiem na żydowską szkołę. Ponadto media ujawniły również, że sprawdzaniem numerów IP z listy zajmowało się tylko ośmiu funkcjonariuszy. Zaledwie kilka miesięcy temu ekstremista był również przesłuchiwany przez kontrwywiad w sprawie jego pobytu w obozie treningowym Al-Kaidy w Pakistanie. Merah wyjaśnił wówczas funkcjonariuszom, że to pomyłka, i że pojechał do Pakistanu jako turysta.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Marek Gładysz