Kilkaset kobiet sprzedanych do Chin jako narzeczone. Są izolowane i zmuszane do prostytucji

Środa, 4 grudnia 2019 (09:09)

Nazwiska 629 dziewcząt znajduje się na liście kobiet sprzedanych Chińczykom i wywiezionych z Pakistanu. Do listy tej dotarli dziennikarze agencji AP. Przekazali ją pakistańscy śledczy prowadzący dochodzenie w sprawie siatki handlującej ludźmi. Młode kobiety i dziewczęta z Pakistanu sprzedane jako narzeczone do Chin to osoby pochodzące z biednych, często chrześcijańskich rodzin.

Przeprowadzone przez Associated Press w tym roku śledztwo dziennikarskie ujawniło, w jaki sposób chrześcijańska mniejszość pakistańska stała się nowym celem pośredników, którzy płacą ubogim rodzicom za ślub ich córek, w tym nastolatek, z Chińczykami, którzy wywożą je do swojego kraju.

Wiele takich kobiet jest następnie izolowanych i wykorzystywanych lub zmuszanych do prostytucji w Chinach. Często kontaktują się z domem i błagają o sprowadzenie ich z powrotem - pisze AP.

Dziennikarze agencji rozmawiali z policją i urzędnikami sądowymi oraz z kilkunastoma kobietami, którym udało się wrócić do Pakistanu, a także z rodzicami, sąsiadami, krewnymi i pracownikami organizacji praw człowieka.

Jak zaznacza AP, chrześcijanie są celem, ponieważ to jedna z najbiedniejszych społeczności w Pakistanie zamieszkanym w 96 proc. przez muzułmanów.

Siatki handlarzy składają się z chińskich i pakistańskich pośredników i obejmują chrześcijańskich duchownych, głównie z małych kościołów protestanckich, którzy otrzymują łapówki, aby nakłonić swoich wiernych do sprzedaży córek. Śledczy natrafili także na przynajmniej jednego duchownego muzułmańskiego prowadzącego w swej madrasie biuro matrymonialne.

Agencja AP zauważa, że największa sprawa karna przeciwko handlarzom ludźmi załamała się, kiedy w październiku sąd w Fajsalabadzie we wschodnim Pakistanie uniewinnił 31 obywateli chińskich oskarżonych w związku z handlem ludźmi.

Według urzędnika sądowego i śledczego zaznajomionego ze sprawą kilku kobiet, które początkowo były przesłuchiwane przez policję, odmówiły one składania zeznań, ponieważ grożono im albo oferowano łapówki w zamian za milczenie. Obaj funkcjonariusze publiczni rozmawiali z AP, zastrzegając anonimowość ze względu na obawę przed karą za wypowiedź.

Jednocześnie rząd Pakistanu próbował ograniczać dochodzenia, wywierając "ogromną presję" na urzędników Federalnej Agencji Śledczej ścigających siatki handlu ludźmi - powiedział Saleem Iqbal, chrześcijański działacz, który pomógł rodzicom uratować kilka młodych dziewcząt będących już w Chinach i zapobiegł wysłaniu tam innych.

Pakistańskie resorty spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych odmówiły komentarza.

Nikt nic nie robi, aby pomóc tym dziewczynom - powiedział jeden z urzędników, dodając że proceder trwa, a nawet się rozrasta. Dlaczego? Ponieważ (władze) wiedzą, że może im to ujść na sucho. (...) Każdy jest naciskany, aby nie prowadzić dochodzenia. Handel ludźmi jest teraz coraz częstszy - wskazał Iqbal.

Chińskie MSZ przekazało, że nic nie wie o liście sprzedawanych kobiet.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Joanna Potocka

RMF FM/PAP