W Rosji władza przykręca śrubę przez zaplanowanym na jutro Dniem Gniewu. W miejscach, gdzie opozycja planowała antyputinowskie mitingi, władze zorganizowały jarmarki i festyny. Tak jest w Kaliningradzie, Tule, Samarze i Archangielsku. To metoda mera Moskwy Łużkowa wielokrotnie przećwiczona w Moskwie i uniemożliwiająca jakiekolwiek demonstracje w centrach miast.

Dlaczego władza decyduje się na takie kroki? Pewnie dlatego że ma jeszcze w pamięci manifestację w Kaliningradzie, do której doszło 30 stycznia i w której wzięło udział 10 tysięcy osób. Dla Moskwy był to szok, bo od kilkunastu lat nie było tak wielkiego ulicznego protestu. Okazało się, że chociaż opozycję spacyfikowano w Moskwie i Petersburgu, to ogniska niezadowolenia istnieją i są silne w innych rosyjskich miastach.

Rosjanie nie wierzą, że uliczne manifestacje mogą zmienić cokolwiek

Od  czasu styczniowego protestu w Kaliningradzie opozycja złapała wiatr w żagle, jednak Rosjanie nie wierzą, że ulica może zmusić władzę do jakichkolwiek ustępstw.