Dziennikarka Biełsatu i jej mąż trafili do aresztu. "Katownia"

Sobota, 30 października 2021 (17:29)
Aktualizacja: Sobota, 30 października 2021 (18:12)

Irina Słaunikawa, która reprezentuje na Białorusi telewizję Biełsat, prawdopodobnie została zatrzymana na lotnisku w Mińsku po powrocie z Egiptu - poinformowała przed południem telewizja Biełsat. Kilka godzin potem Agnieszka Romaszewska, dyrektor TV Biełsat, przekazała PAP, że Irina Słaunikawa i jej mąż Alaksandr Łojka zostali zatrzymani w areszcie przy ul. Akreścina. To ciesząca się złą sławą katownia, w której torturują więźniów - dodała Romaszewska.

"Zaginęli Irina Słaunikawa, przedstawicielka Biełsatu na Białorusi, i jej mąż. Prawdopodobnie zostali zatrzymani na lotnisku. W nocy wsiedli do samolotu z Egiptu do Mińska, ale nie wyszli z lotniska na spotkanie z bliskimi, którzy mieli ich odebrać. Telefony nie odpowiadają" - zaalarmował przed południem na Twitterze Biełsat.

Dowiedzieliśmy się, że Irina i jej mąż Alaksandr zostali przewiezieni do aresztu przy ul. Akreścin" - powiedziała kilka godzin później Agnieszka Romaszewska. Dodała, że bardzo martwi się o swoją pracownicę, gdyż ten areszt to katownia, w której torturuje się więźniów, zwłaszcza politycznych.

Zaczyna się od tego, że kiedy taki polityczny wchodzi do celi, to funkcjonariusze zabierają z niej wszystkie materace, żeby spał na gołych dechach. Nie ma szans, żeby taka osoba dostała paczkę. Był przypadek, że w celi, w której siedziały kobiety, został rozlany chlor (może to doprowadzić do obrzęku płuc i zgonu - PAP) - zrelacjonowała. Jak stwierdziła, niepokoi się także tym, że kobietę i jej męża zatrzymano zaraz po tym, jak samolot, którym wracali z urlopu w Egipcie, wylądował na lotnisku w Mińsku. Nie mają więc ciepłych rzeczy, a w stolicy Białorusi jest dość zimno.

Małżeństwo wracało z wakacji w Egipcie

Agnieszka Romaszewska zrelacjonowała w rozmowie z PAP przebieg wydarzeń w nocy z piątku na sobotę. Samolot z Egiptu, na pokładzie którego znajdowało się małżeństwo, o godz. 2 nad ranem wylądował na płycie mińskiego lotniska, na którym czekał ojciec Słaunikawej. Irina i Alaksandr nie pojawili się jednak w hali przylotów. Pytane przez mężczyznę służby i personel lotniska zapewniły go, że z samolotu wyszli wszyscy, którzy nim przylecieli.

Ojciec Iriny czekał do piątej rano, wreszcie zdecydował się zawiadomić milicję o zniknięciu córki i zięcia. Od funkcjonariuszy dowiedział się, że zostali aresztowani za jakieś wykroczenie przez urząd spraw wewnętrznych i przewiezieni na ul. Akreścina.

Na Akreścina trafia się za tzw. przekroczenia administracyjne, typu, że ktoś przeklinał w miejscu publicznym albo opierał się milicji - zaznaczyła szefowa Biełsatu. I dodała, że zarzuty zawsze można zmienić na kryminalne, jak miało to m.in. miejsce odnośnie do Angeliki Borys, którą najpierw zamknięto za organizację jarmarku Kaziuki (władze Białorusi uznają go za nielegalne zgromadzenie), a potem zmieniono zarzut na kryminalny - szerzenie nienawiści.

"Można pójść siedzieć za wszystko"

Sytuacja jest dynamiczna, może się zmienić z minuty na minutę - zaznaczyła Romaszewska. I ujawniła, że do aresztu zostali już wysłani adwokaci, zostanie podjęta próba doręczenia paczki aresztowanym, telewizja udzieli również pomocy ojcu dziennikarki. Będziemy robić wszystko, co w naszej mocy - zapewniła dyrektor TV Biełsat.

Jej zdaniem na Białorusi obecnie jest już nie reżim, ale "terror, który można porównać z tym stalinowskim". Tam można pójść siedzieć dosłownie za wszystko - podkreśliła.

W tej chwili w białoruskich więzieniach przebywa 800 więźniów oficjalnie uznanych za politycznych, ale - jak powiedziała Romaszewska - "szacuje się, że w rzeczywistości jest to ponad tysiąc osób".

Kim jest Irina Słaunikawa?

Irina Słaunikawa od 14 lat jest przedstawicielką Biełsatu w Mińsku, etatowym pracownikiem tej stacji. Pracowała w niej jako wydawca, zajmowała się też, między innymi, kontaktami z organizacjami pozarządowymi i międzynarodowymi działającymi w tym kraju. Choć, jak powiedziała Romaszewska, ostatnimi czasy poprosiła dziennikarkę, żeby ograniczyła aktywność - ze względów bezpieczeństwa.

Zdajemy sobie bowiem sprawę z tego, jak trudna i ryzykowna jest praca naszych przedstawicieli w Białorusi. Działają w skrajnie niebezpiecznym środowisku, aby funkcjonować tam muszą być bardzo dobrze zorganizowani. A Irina właśnie taka była. Cieszyła się także ogromnym autorytetem w środowisku dziennikarskim, czego dowodem jest to, że na ostatnim zjeździe została wybrana wiceprzewodniczącą prestiżowego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy - podkreśla Romaszewska.

Agnieszka Romaszewska wyraziła nadzieję, że Irina sobie jakoś poradzi w więzieniu, jest bowiem w doskonałej kondycji fizycznej - szczupła, wysportowana. Oboje z mężem lubią zwłaszcza sporty wodne - pływanie i nurkowanie. Irina jest matką 24-letniego syna.

Prześladowanie dziennikarzy Biełsatu

Biełsat to białoruskojęzyczna telewizja, która nadaje z Polski, a na Białorusi jest dostępna przez satelitę lub przez internet. Strona internetowa Biełsatu została jednak już wcześniej zablokowana na Białorusi (podobnie jak szereg innych portali informacyjnych) i jest dostępna wyłącznie przez VPN lub w sieciach społecznościowych. Portal i sieci społecznościowe tej finansowanej przez Polskę telewizji białoruskojęzycznej, zostały przez białoruskie władze uznane za "ekstremistyczne".

Dziennikarze stacji byli wielokrotnie zatrzymywani i skazywani na kary aresztu lub grzywien. Dwie dziennikarki Biełsatu, Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa odbywają karę dwóch lat więzienia w kolonii karnej za prowadzenie relacji online z protestu upamiętniającego śmiertelnie pobitego Ramana Bandarenkę w listopadzie ubiegłego roku.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Magdalena Partyła

RMF/PAP