Dwulatek zginął w strzelaninie. "To musi się skończyć"

Niedziela, 17 grudnia 2017 (18:31)

​Policja z hrabstwa Miami-Dade w Stanach Zjednoczonych oferuje 23 tysiące dolarów za informacje, które doprowadzą do zatrzymania sprawcy strzelaniny, w której zginął 2-latek. W piątek po południu jedna z kul trafiła chłopca, który mimo udzielonej mu pomocy, zmarł w szpitalu.

2-letni Carnelle Williams-Thomas bawił się na dziedzińcu budynku, w którym znajduje się mieszkanie jego rodziny. To tam doszło do strzelaniny. Policja poinformowała, że w chwili przyjazdu funkcjonariuszy, dziecko z ranami postrzałowymi leżało na ziemi. Obok była zrozpaczona matka.

Ratownicy zabrali chłopca do szpitala śmigłowcem. Niestety nie udało się uratować jego życia.

Mieszkańcy budynku przyznali, że takie zdarzenia "nie są niczym nowym", i zarzucają władzom, że nic z tym nie robią. Podkreślili również, że w ostatnim czasie kamery monitoringu w ich miejscu zamieszkania stały się bezużyteczne, ponieważ część z nich została skradziona, a inne zniszczono.

Moja córka była na zewnątrz, kiedy usłyszałam strzały. Rzuciłam wszystko i pobiegłam do niej - powiedziała w rozmowie z telewizją WPLG Keisha Brown, jedna z mieszkanek. To musi się skończyć. Niewinne dziecko zostało zastrzelone. To szaleństwo - dodała.

Policja przyznała, że chłopiec prawdopodobnie nie był celem sprawcy. Za informacje, które doprowadzą do zatrzymania, wyznaczono nagrodę w wysokości 23 tysięcy dolarów.


(ł)

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat