W poniedziałek rumuńskie wojsko wznowiło operacje polegające na wysadzaniu podwodnych skał, które utrudniają przepływ wody w Dunaju. Celem działań jest zwiększenie ilości wody docierającej do elektrowni jądrowej w Cernavodzie.
W akcji wykorzystano 180 kilogramów materiałów wybuchowych. Jak podkreślił p.o. szefa resortu obrony Radu Miruta, operacja zakończyła się sukcesem, jednak zagrożenie dla funkcjonowania elektrowni wciąż pozostaje duże.
Elektrownia atomowa pod znakiem zapytania
Z powodu rekordowo niskiego poziomu wody w Dunaju już w ubiegłym tygodniu konieczne było wyłączenie jednego z dwóch reaktorów elektrowni w Cernavodzie. Obiekt ten odpowiada za około 20 procent produkcji energii elektrycznej w Rumunii.
Władze nie wykluczają, że w przypadku dalszego spadku poziomu rzeki konieczne będzie całkowite wstrzymanie pracy elektrowni.
Apel o oszczędzanie energii
Pełniący obowiązki premiera Ilie Bolojan zaapelował do obywateli oraz przedsiębiorstw o ograniczenie zużycia prądu. Efektem tych działań był czasowy przestój w fabrykach samochodów Dacia i Ford. Dobrowolne ograniczenie poboru energii pozwoliło zmniejszyć zapotrzebowanie na moc o 200 MW, jednak sytuacja nadal jest napięta.
Według danych Krajowego Zarządu Wód Rumuńskich, przepływ Dunaju na wejściu do kraju spadł do 1600 metrów sześciennych na sekundę, a prognozy przewidują dalszy spadek do 1400 m³/s – to poziom nienotowany od 1985 roku. Dla porównania, wieloletnia średnia wynosiła 3900 m³/s.
Niski stan wody w Dunaju to problem nie tylko Rumunii – wcześniej z tego samego powodu zamknięto węgierską elektrownię jądrową w Paks.
