„Pamiętam wybuch”
To był poranek 10 lipca, lot Ryanaira z Grecji do Niemiec. Ljubisa Karović, 61-letni właściciel fabryki aluminium z Serbii, siedział przy oknie w 11. rzędzie. Nagle rozległ się ogłuszający huk – eksplozja szyby wyrwała go ze snu. Pamiętam wybuch – mówi w rozmowie z „Guardianem”.
„To hałas, który wraca do mnie każdej nocy, gdy próbuję zasnąć” - dodaje.
Karović wciąż nosi kołnierz ortopedyczny, a ból szyi i głowy nie pozwala mu zapomnieć o dramacie. Oparzenia i siniaki na prawym ramieniu, klatce piersiowej i pod pachą są dowodem na to, jak blisko był śmierci. Mam szczęście, że żyję. Może to przez pasy bezpieczeństwa, może to przeznaczenie. Wierzę w Boga i dziękuję mu każdego dnia – wyznaje.
Chwile grozy na pokładzie
Do zdarzenia doszło w kilka sekund, ale pasażerowie lotu FR1879 zapamiętają je na całe życie. Szyba pękła, ciśnienie w kabinie gwałtownie spadło, uruchomiły się maski tlenowe, a w powietrzu zaczęły latać przedmioty. Karović znalazł się częściowo na zewnątrz samolotu. Został wyssany na drugą stronę pękniętego okna. Natychmiast stracił przytomność.
Jego żona Swietłana, siedząca trzy rzędy dalej, wspomina, że to pasażerowie, a nie załoga, ruszyli na pomoc.
„Nikt z personelu pokładowego nie pomógł. To byli pasażerowie” – mówi.
Jeden z nich, jak twierdzi, próbował zablokować okno torbą, a potem walizką, co w końcu się udało. Dzięki temu Karović nie został całkowicie wyssany z samolotu.
„Spojrzał w stronę innego świata i wrócił”
Według relacji świadków, przez półtorej do dwóch minut Karović był w połowie poza samolotem. Stracił przytomność dwukrotnie.
Po awaryjnym lądowaniu w Salonikach Karović trafił do szpitala. Jego prawnik, Vasilis Tsiaras, podkreśla: „Ljubisa spojrzał w stronę innego świata i wrócił”.
Kontrowersje wokół działań załogi
Ryanair w oficjalnym oświadczeniu chwalił pracę swojego personelu, zapewniając, że załoga wykonała „fenomenalną pracę”. Jednak zarówno Karović, jak i jego rodzina oraz prawnik mają inne zdanie. Twierdzą, że to pasażerowie uratowali życie Ljubisie, a załoga była sparaliżowana strachem i nie udzieliła pomocy.
Wszyscy zgodzili się, że załoga była w szoku, bojąc się, że samolot zaraz się rozbije. To pozostali pasażerowie zmobilizowali się i podali Ljubisie wodę – mówi Tsiaras. Ryanair odpiera zarzuty, zapewniając, że po osiągnięciu bezpiecznej wysokości personel zajął się poszkodowanym i zapewnił obecność lekarza na pokładzie.
„Zawsze pamiętajcie o zapinaniu pasów”
Karović, doświadczony podróżnik, dziś z przerażeniem myśli o ponownym locie. Lekarze zalecili mu noszenie kołnierza ortopedycznego przez co najmniej sześć tygodni. Dalsze leczenie będzie zależało od postępów w rekonwalescencji.
Wracają obrazy, eksplozja, chaos, ale chcę wyzdrowieć – mówi. Dodaje też, że oczekuje odszkodowania, a nie tylko maili z propozycją zmiany rezerwacji.
Zapytany, co chciałby przekazać innym, Karović odpowiada z uśmiechem: „Zawsze pamiętajcie o zapinaniu pasów. Nie chcę, żeby ktokolwiek cierpiał tak, jak ja”.