W rozmowie z agencją TASS Ławrow przekonywał, że sytuacja międzynarodowa jest poważna, a „cały świat zachodni” występuje przeciwko Rosji.
Nasze centralne kanały telewizyjne pokazują wszystko, co knuje Zachód. I być może wszyscy muszą to zobaczyć, aby zrozumieć, że sytuacja jest poważna. Prezydent tego nie ukrywa. Cały 'cywilizowany' świat, jak sam się nazywa, zwrócił się przeciwko nam - mówił dyplomata.
Szef rosyjskiego MSZ twierdził również, że Zachód stawia Rosji ultimatum dotyczące warunków uregulowania konfliktu w Ukrainie. Podkreślił przy tym, że Moskwa — jego zdaniem — nie zrezygnowała z własnej godności i interesów.
Nie sprecyzował, o jakie konkretnie ultimatum chodzi ani które państwa miałyby je przedstawiać. Ławrow przyznał, że Rosja nie może „zamrozić konfliktu” na obecnych liniach styku, bo oznaczałoby to utrzymanie się przy władzy - jak to określił - „nazistowskiego reżimu w Kijowie”.
To ciekawe stwierdzenie, bo oznacza, że Moskwa chce dążyć do zmiany władzy w Kijowie i od niej uzależnia ewentualne zawieszenie broni. Taka zmiana nie nastąpi jednak, dopóki trwa wojna, o czym Ukraina informuje od dawna i z czym pogodzili się mediatorzy amerykańscy z Donaldem Trumpem na czele - prezydent USA swego czasu bardzo naciskał na przeprowadzenie wyborów w Ukrainie. Innymi słowy, Ławrow ponawia niemożliwe do spełnienia warunki, sugerując tym samym, że koniec wojny po prostu nie nastąpi.
Państwa bałtyckie „głównymi głowicami” przeciw Rosji
Ławrow krytycznie odniósł się także do Litwy, Łotwy i Estonii. Oświadczył, że państwa bałtyckie stały się „głównymi głowicami” wymierzonymi przeciwko Federacji Rosyjskiej.
Państwa bałtyckie należą do NATO i od lat wskazują Rosję jako główne zagrożenie dla bezpieczeństwa regionu. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Sojusz wzmacnia swoją wschodnią flankę, a Litwa, Łotwa i Estonia zabiegają o trwałą, większą obecność wojsk sojuszniczych.
W ostatnich tygodniach Moskwa wzmaga presję na Litwę, Łotwę i Estonię, oskarżając te kraje o dyskryminację mniejszości rosyjskiej.
„Zdrowy gniew” zamiast histerii
Ławrow mówił także o postawie, jaką Rosja powinna przyjąć w polityce zagranicznej. Jego zdaniem Moskwa nie powinna reagować „gniewem i histerią”, lecz kierować się „zdrowym gniewem”.
Podkreślił, że kluczowym rosyjskim interesem narodowym pozostaje niezależność państwa. W wypowiedzi powrócił również do często wykorzystywanej przez Kreml narracji historycznej, dotyczącej nazizmu i roli ZSRR w II wojnie światowej.
Minister stwierdził, że Zachód „przywrócił nazizm”, który wcześniej niszczył Związek Radziecki, a Rosja ma obecnie „dokończyć tę pracę”.
Wypowiedź Ławrowa wpisuje się w regularnie powtarzaną przez rosyjskie władze narrację. Moskwa przedstawia w niej wojnę przeciwko Ukrainie jako konflikt z całym Zachodem, a wsparcie wojskowe i finansowe dla Kijowa jako bezpośrednie działania wymierzone w Rosję. Szef dyplomacji mówi zresztą wprost - „Zachód walczy z Rosją za pomocą Ukrainy”.
„Boski” Putin
W wywiadzie Siergiej Ławrow ocenił, że przejęcie władzy przez Władimira Putina pod koniec 1999 roku było efektem boskiej interwencji.
Ławrow powiedział, że decyzja Jelcyna o przedterminowym przekazaniu władzy Putinowi była historycznym zwrotem. W jego ocenie świadczy ona o tym, że Rosja jest „naznaczona przez Boga”.
To, że Borys Nikołajewicz Jelcyn znalazł w sobie, mówiąc wprost, odwagę, by przedterminowo przekazać władzę, i że przekazał ją człowiekowi, który jako jedyny w tamtym momencie potrafił ocalić Rosję, to taki historyczny zwrot, który oznacza, że Rosja jest jednak „naznaczona” przez Boga – mówił szef rosyjskiej dyplomacji.
Władimir Putin został pełniącym obowiązki prezydenta Rosji 31 grudnia 1999 roku. Tego dnia Borys Jelcyn ogłosił rezygnację, a zgodnie z konstytucją przekazał uprawnienia ówczesnemu premierowi.
Przed objęciem stanowiska szefa rządu Putin był m.in. dyrektorem Federalnej Służby Bezpieczeństwa, czyli FSB. W marcu 2000 roku wygrał wybory prezydenckie, a następnie utrzymał dominującą pozycję w rosyjskim systemie władzy - jako prezydent, a także premier.
Po zmianach w rosyjskiej konstytucji może ubiegać się o kolejną kadencję w 2030 roku. W takim scenariuszu mógłby pozostać na stanowisku prezydenta do 2036 roku.
Wątek szczególnej, religijnej roli Putina regularnie pojawia się w wypowiedziach osób związanych z rosyjską władzą i Rosyjską Cerkwią Prawosławną.
Reżyser Nikita Michałkow, znany z poparcia dla Kremla, mówił wcześniej, że Putin miał przed laty przedstawiać swoją drogę do władzy jako element Bożego planu. Michałkow przytoczył jego słowa: „Wyobraź sobie, kim byłem i kim się stałem. Czy naprawdę Pan zrobił to po to, żebym dokończył to, czego nie zdążyli dokończyć inni?”.
W 2025 roku patriarcha Cyryl przekonywał natomiast, że Rosjanie powinni dziękować Bogu za Putina i okres, który określił jako pomyślny dla kraju.
Sam Putin wielokrotnie odwoływał się do religii w publicznych wystąpieniach. Twierdził m.in., że Rosja jest „bezpośrednio kierowana przez Boga”. W rosyjskiej retoryce państwowej elementy prawosławia, odwołania do historii i hasła o szczególnej misji kraju są często łączone z uzasadnianiem polityki Kremla, w tym wojny przeciwko Ukrainie.
Cytowany przez The Moscow Times były protodiakon Andriej Kurajew oceniał, że podejście Putina i patriarchy Cyryla do religii ma przede wszystkim charakter polityczny i wizerunkowy. Jego zdaniem kreowana jest wizja Boga, który z góry aprobuje wszystkie działania rosyjskich władz.
