Burza polemik wokół mobilnych fotoradarów we Francji

Sobota, 2 marca 2013 (15:07)

Wielu prawników twierdzi, że francuskie MSW wybrało niewłaściwą technologię kontroli kierowców. We Francji - podobnie jak w Polsce - mobilne fotoradary instalowane są w nieoznakowanych samochodach.

Kierowcy z francuskiej Bretanii, którzy skierowali do prokuratury sprawę fotoradaru-rekordzisty mogą cieszyć się ze zwycięstwa. Śledczy zgodzili się z ich stwierdzeniem, że urządzenie, które robiło 500 razy więcej zdjęć niż pozostałe fotoradary we Francji miało niewiele wspólnego z poprawą... czytaj więcej

Na francuskich drogach pojawić ma się w sumie w tym roku ponad ćwierć tysiąca nieoznakowanych renault megane z mobilnymi fotoradarami. Robią one jednak zdjęcia z tyłu - tzn. samochód policji jedzie z maksymalną dozwoloną prędkością, a urządzenie fotografuje auta, które go wyprzedzają. Na francuskich zdjęciach - w przeciwieństwie do polskich - pojawiają się zawsze tylko numery rejestracyjne zbyt szybko jadących pojazdów - nigdy twarz kierowcy.

Wielu paryskich adwokatów podkreśla więc, że  - ze względu na mechanikę działania fotoradaru - można próbować zmusić właściciela pojazdu do zapłacenia mandatu, ale nie będzie możliwe zabranie mu prawa jazdy czy nawet kara więzienia.

Po Polsce porusza się 29 mobilnych fotoradarów


W Polsce Inspekcja Transportu Drogowego wypuściła w grudniu ubiegłego roku na cały kraj 29 samochodów - wśród nich jest 11 fordów mondeo, 11 focusów i 7 peugeotów partner. Te ostatnie są oznakowane, w przeciwieństwie do fordów. Można je poznać jedynie po specjalnej głowicy fotoradaru zamontowanej na masce, między światłami. To ona mierzy prędkość, zaś kamera za szybą robi zdjęcie. Samochody nie ścigają piratów, tylko jeżdżą po naszych drogach i fotografują tych, którzy przekraczają prędkość. Po chwili zdjęcie trafia do systemu, a później procedura jest taka sama, jak w przypadku ujęcia z fotoradaru stacjonarnego. 

Auta ITD mogą też zaparkować na poboczu i fotografować przejeżdżające samochody. Co więcej, inspekcja w odróżnieniu od straży miejskiej, nie musi w takim miejscu stawiać znaku ostrzegającego przed fotoradarem. Auta jeżdżą non-stop - w końcu w przyszłorocznym budżecie z mandatów za prędkość zapisano 1,5 miliarda złotych wpływów.

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Paweł Świąder

Marek Gładysz