Za atak odpowiadał 14-letni uczeń. Przed wejściem do szkoły nastolatek zabił w domu swoich dziadków, a następnie udał się na teren placówki położonej w pobliżu Bangkoku. Po oddaniu około 25 strzałów postrzelił się w głowę. Pomimo podjętej reanimacji zmarł po przewiezieniu do szpitala.
Według premiera Tajlandii Anutina Charnvirakula strzelanina była wcześniej zaplanowana. Jako możliwy motyw wskazano presję związaną z nauką. Chłopca po rozwodzie rodziców wychowywała babcia, która wcześniej pracowała jako nauczycielka i miała stawiać mu bardzo wysokie wymagania.
Do tragedii doszło w piątek, krótko po godzinie 10 czasu lokalnego, czyli około godziny 5 rano w Polsce. Strzelanina miała miejsce w renomowanej szkole, do której uczęszcza około 3 tys. uczniów. Po rozpoczęciu ataku kampus został szybko ewakuowany, a wokół szkoły pojawiły się liczne oddziały policji.
Nastolatek użył 9-milimetrowego pistoletu zarejestrowanego na jego dziadka. Przy jego ciele znaleziono również ponad 30 niewykorzystanych nabojów.
To kolejny przypadek masowej strzelaniny w Tajlandii w ostatnich latach. W 2022 roku zwolniony ze służby policjant zabił 36 osób w żłobku w północno-wschodniej części kraju. Natomiast w lutym tego roku podczas strzelaniny w szkole zginął nauczyciel, a jeden z uczniów został ranny.