Berlusconi nie będzie ubiegał się o reelekcję

Środa, 9 listopada 2011 (11:37)

Premier Włoch Silvio Berlusconi ustąpi ze stanowiska za kilka tygodni, zapewne na przełomie listopada i grudnia - spekuluje włoska prasa. Przedterminowe wybory mają się odbyć w lutym. "Jestem zmęczony" - mówi Silvio Berlusconi. Premier, który ma za sobą 17 lat za sterami rządów, zapowiada, że nie będzie się ubiegał o kolejną kadencję.

Centroprawicowa koalicja rządowa straciła większość w Izbie Deputowanych po tym, jak szeregi partii premiera (Lud Wolności) opuściło kilku parlamentarzystów. Po naradzie z prezydentem kraju Giorgio Napolitano, Silvio Berlusconi zapowiedział, że poda się do dymisji, gdy parlament uchwali ustawę o stabilizacji finansów, zawierającą pakiet antykryzysowy, o którego natychmiastowe przyjęcie i wcielenie w życie apeluje Unia Europejska.

Premier stwierdził, że potrzebuje kilku tygodni na przygotowanie i uchwalenie ustawy, która ma doprowadzić do naprawy włoskich finansów publicznych. Berlusconi w rozmowie z dziennikiem "La Stampa" powtórzył, że kandydatem centroprawicy na szefa rządu jest obecny minister sprawiedliwości, sekretarz generalny partii Lud Wolności Angelino Alfano.

Nie będę ponownie kandydował, czuję się wyzwolony, teraz pora na Alfano, to on będzie naszym kandydatem na premiera; jest świetny, lepszy niż ktoś mógłby pomyśleć, a jego przywództwo zostało zaakceptowane przez wszystkich - oświadczył Berlusconi.

Premier pytany o swe plany mówi: Będę ojcem-założycielem mojej partii i być może powrócę na stanowisko prezesa klubu piłkarskiego Milan. Być może udzielę pomocy w kampanii wyborczej; to coś, co mi zawsze znakomicie wychodziło. Moje dzieci są bardzo szczęśliwe, że odchodzę z polityki. Dzięki temu mają nadzieję, że po przebudzeniu nie będą musiały czytać gazet z całego świata pełnych ataków na mnie. Poza tym wiedzą, że jestem zmęczony - dodał Berlusconi. Pozostaje mi jedno pocieszenie, że byłem premierem najdłużej w historii Włoch - podsumował.

Niechętna mu "La Repubblica" żegna Berlusconiego tak: Kończy się epoka, trwająca 17 lat, i rozpoczyna się kryzys, którego rozwiązanie całkowicie należy do szefa państwa. Nie ma już miejsca na spryt i manewry.

Dla opozycji może to być pierwsza okazja, by odbudować Republikę po tej zuchwałej przygodzie, która została nareszcie przezwyciężona przez demokratyczne instytucje, przez Europę, przez opinię publiczną - konstatuje rzymski dziennik.

Według Komisji Europejskiej, sytuacja we Włoszech, będących trzecią gospodarką w UE, jest bardzo niepokojąca. Komisarz ds. walutowych Olli Rehn, wskazuje na gigantyczny wzrost kosztów obsługi długu kraju. Do Rzymu jedzie misja KE, która ma dopilnować przeprowadzenia reform.

Kluczową sprawą jest przywrócenie zaufania do zdolności kraju do wzrostu gospodarczego i fiskalnej stabilności. To droga, by zapewnić rynki, że włoska gospodarka jest na drodze do stabilności - podkreślił Rehn. Dla komisarza głównym problemem Włoch jest utrata zaufania rynków.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

RMF24-PAP