Bejrut: Przyczyną eksplozji składowane w porcie chemikalia. Prezydent chce stanu wyjątkowego

Wtorek, 4 sierpnia (23:24)
Aktualizacja: Wtorek, 4 sierpnia (23:55)

2700 ton saletry amonowej znajdowało się w porcie w Bejrucie i stało się przyczyną potężnej eksplozji w której zginęło 70 osób, a ponad 3600 zostało rannych - podały libańskiej telewizji Al-Dżadid źródła związane ze służbami bezpieczeństwa. Prezydent Libanu Michel Aoun oświadczył we wtorek wieczorem, że stan wyjątkowy po katastrofalnym wybuchu powinien być ogłoszony na okres 2 tygodni. Wezwał do nadzwyczajnego posiedzenia gabinetu w środę.

Saletra amonowa (azotan amonu) miała być przechowywana w porcie po skonfiskowaniu jej przez władze. Źródło Al-Dżadid przekazało, że do wybuchu doszło podczas spawania otworu w magazynie, co miało zapobiec kradzieży.

Prezydent napisał na Twitterze, że "jest nie do przyjęcia" aby 2 750 ton saletry amonowej, której zapalenie się było prawdopodobną przyczyną wybuchu, było przechowywanych w portowym magazynie przez 6 lat bez żadnych środków zabezpieczających.

Aoun zapowiedział, że osoby odpowiedzialne za tragedię "poniosą najsurowszą karę".

Uwaga! Film zawiera drastyczne sceny

Bejrutem wstrząsnęły przynajmniej dwie eksplozje

Kilka eksplozji wstrząsnęło we wtorek wieczorem stolicą Libanu, Bejrutem. W wyniku fali uderzeniowej w wielu punktach miasta, głównie w centrum, z mieszkań wylatywały szyby, zapadały się sufity, urywały się balkony, a spod gruzów wyciągani byli zakrwawieni ludzie.

Z oficjalnych danych wynika, że zginęło 70 osób. Ponad 3600 zostało rannych - to najnowsze dane, które libańskie ministerstwo zdrowia podało we wtorek wieczorem, jak poinformowała na Twitterze katarska telewizja Al-Dżazira.

CNN podaje, że zniszczone zostały budynki mieszkalne oddalone nawet o 10 km od miejsca eksplozji.

Korespondent CNN Ben Wederman, który jest na miejscu, relacjonuje: "Budynki zatrzęsły się, jakby było to trzęsienie ziemi. Potem rozległo się wycie syren. W mieście wybuchła panika, wszyscy są w szoku".

Burmistrz Marwan Abboud powiedział, że obrazy, jakie widział, przypominają mu Hiroszimę i Nagasaki. W całym swoim życiu nie widziałem zniszczeń na taką skalę. To narodowa katastrofa - oświadczył. 


Na ulicach Bejrutu zakrwawieni żołnierze próbują zaprowadzić porządek po potężnej eksplozji. Kilka godzin po wybuchu ambulanse wciąż wywożą rannych, część poszkodowanych wciąż leży na ziemi w porcie. Według przedstawiciela obrony cywilnej pod gruzami są wciąż ciała zabitych.

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Sara Bounaoui

RMF FM/PAP