Apele w Turcji o anulowanie referendum. Premier zabrał głos ws. protestów

Środa, 19 kwietnia 2017 (13:21)

​Premier Turcji Binali Yildirim oświadczył, że składanie skarg na wynik niedzielnego referendum to prawo opozycji, ale zastrzegł, że nie jest nim wzywanie ludzi do protestów na ulicach. Wcześniej prokurdyjska lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) zwróciła się do Najwyższej Komisji Wyborczej Turcji o anulowanie referendum. Z podobnym wnioskiem wystąpiło także główne ugrupowanie opozycyjne, czyli Partia Ludowo-Republikańska (CHP).

"Dostaliśmy sygnał od narodu podczas głosowania"

Premier Turcji Binali Yildirim powiedział dziennikarzom w Ankarze, że rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) dostała sygnał od narodu podczas głosowania, w którym obóz na "tak" otrzymał mniejsze poparcie niż oczekiwano. Według premiera oznacza to, że AKP musi być ostrożniejsza w niektórych kwestiach.  

Szef tureckiego MSZ Mevlut Cavusoglu ocenił z kolei, że raport wspólnej misji OBWE i Rady Europy na temat niedzielnego referendum konstytucyjnego zawiera wiele błędów, które jego zdaniem są celowe. Raport OBWE nie ma żadnej wiarygodności, gdyż ich obserwacje nie są obiektywne i są skrajnie stronnicze - powiedział Cavusoglu na konferencji prasowej w stolicy.

W poniedziałek wspólna misja OBWE i Rady Europy uznała, że procedury zastosowane w kampanii i podczas referendum nie spełniały międzynarodowych standardów. Według obserwatorów decyzja Najwyższej Komisji Wyborczej (YSK) o uznaniu za ważne kart głosowania pozbawionych obowiązkowej pieczęci z punktu wyborczego "usunęła ważne zabezpieczenie" przed oszustwami i była "niezgodna z przepisami".

Dwie partie apelują o anulowanie referendum

Partia Ludowo-Republikańska (CHP), największe tureckie ugrupowanie opozycyjne, we wtorek formalnie zażądała anulowania i powtórzenia referendum. Według CHP podczas liczenia głosów doszło do nieprawidłowości. Unieważnienia głosowania domaga się też prokurdyjska, lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP).

O anulowanie referendum, z powodu nieprawidłowości, do Najwyższej Komisji Wyborczej Turcji zwróciła się prokurdyjska lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP). Wiceprzewodniczący HDP Mithat Sancar wyjaśnił, że cieniem na wynik głosowania kładzie się to, iż kampania odbywała się podczas stanu wyjątkowego, gdy współprzewodniczący partii przebywają w areszcie oraz to, iż odrzucono kandydatury członków ugrupowania na obserwatorów w punktach wyborczych. Sancar skrytykował też wykorzystanie środków państwowych na rzecz kampanii na "tak".

Według Sancara kontrowersyjna decyzja Najwyższej Komisji Wyborczej, by uznać za ważne niepodstemplowane karty do głosowania, uniemożliwiła prawidłowe prowadzenie dokumentacji. Oznacza to, że teraz nie można już ustalić, ile policzonych głosów było nieważnych lub fałszywych. Wiceszef HDP wskazał, że niektórzy wyborcy nie mogli skorzystać z prawa do tajnego głosowania.

To referendum na zawsze pozostanie kontrowersyjne - powiedział Sancar dziennikarzom. Nie można budować zmiany systemu politycznego na podstawie takiego kontrowersyjnego i nieuczciwego referendum - podkreślił.

Według wstępnych danych 51,4 proc. głosujących opowiedziało się za zmianami w konstytucji mającymi na celu wprowadzenie w Turcji prezydenckiego systemu rządów.Zgodnie z propozycjami zmian prezydent miałby być jednocześnie szefem państwa i rządu, mógłby sprawować władzę za pomocą dekretów, a także rozwiązywać parlament; wzrósłby też jego wpływ na wymiar sprawiedliwości.

(ph)

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat