Rodion Mirosznik stwierdził, że „państwa zachodnie postawiły na dalsze przedłużanie konfliktu” i „odrzucają możliwość pokojowego rozwiązania”. Według niego próby dialogu mają być blokowane przez europejskie kraje.
Jest mało prawdopodobne, aby ta tendencja uległa odwróceniu w najbliższej przyszłości. Europa będzie nadal finansować Ukrainę. Musimy być przygotowani do dość długoterminowych działań wojennych, ale z przemyślaną strategią - powiedział rosyjski dyplomata, cytowany przez agencję TASS.
Jego słowa wpisują się w dotychczasową narrację Kremla, który odpowiedzialnością za brak postępów w rozmowach obarcza Zachód i Ukrainę.
Kreml podtrzymuje warunki wobec Ukrainy
The Moscow Times przypomina, że 9 lipca szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow zapowiedział, iż Moskwa będzie prowadzić wojnę aż do osiągnięcia celów przedstawionych w czerwcu 2024 roku przez Władimira Putina.
Rosyjski przywódca domagał się wówczas m.in. wycofania ukraińskich wojsk z całego Donbasu oraz z części obwodów zaporoskiego i chersońskiego. Żądał też uznania przez Kijów rosyjskiej aneksji tych terenów i Krymu, rezygnacji Ukrainy z dążeń do członkostwa w NATO, a także tzw. demilitaryzacji i denazyfikacji kraju.
W lipcu br. rosyjski prezydent ponownie sygnalizował, że spodziewa się kontynuacji wojny. Oświadczył m.in., że wydatki wojskowe pozostaną jednym z priorytetów przy konstruowaniu rosyjskiego budżetu federalnego na lata 2027–2029. Jednocześnie oskarżał Zachód o uruchomienie „rusofobicznej machiny”.
Spekulacje o możliwej mobilizacji
W Rosji trwa także dyskusja o ewentualnej kolejnej fali mobilizacji. Amerykański dziennik „Wall Street Journal”, powołując się na źródła, informował parę dni temu, że Kreml może rozważać taki krok po wrześniowych wyborach do Dumy Państwowej. Według gazety powodem ma być spadek liczby osób podpisujących kontrakty z armią, co może utrudniać realizację rosyjskich planów wojskowych w Donbasie.
O możliwej mobilizacji po wyborach pisały również rosyjskie kanały wspierające inwazję na Ukrainę. Pojawiały się w nich niepotwierdzone szacunki mówiące nawet o 1,2 mln osób. Rosyjskie władze nie przedstawiły oficjalnego stanowiska w tej sprawie.