Ambasador Polski ranny w wypadku śmigłowca

Piątek, 8 maja 2015 (10:54)
Aktualizacja: Piątek, 8 maja 2015 (12:56)

Sześć osób - w tym ambasadorzy Filipin i Norwegii - zginęło w katastrofie wojskowego śmigłowca w północno-wschodnim Pakistanie. Wiadomo, że wśród rannych jest również polski dyplomata, Andrzej Ananicz. Maszyna spadła na szkołę - poinformowała armia pakistańska. Do zestrzelenia maszyny przyznali się talibowie. Rzecznik pakistańskiej armii twierdzi jednak, że katastrofa spowodowana była przez usterkę techniczną.

Delegacja dyplomatów i dziennikarzy udała się trzema helikopterami MI-17 do regionu Gilgit-Baltistan w pakistańskim Kaszmirze, gdy jeden ze śmigłowców podczas lądowania rozbił się i spadł na budynek szkoły - powiedział agencji AFP jeden z pasażerów drugiego helikoptera.

"Dwaj piloci i dwaj lub trzej cudzoziemcy zginęli, 13 innych osób odniosło mniejsze lub większe obrażenia" - poinformował wcześniej na Twitterze rzecznik armii pakistańskiej, generał Asim Bajwa. W skład zagranicznych delegacji wchodzili też ambasadorzy. Jak podaje agencja Reutera wiadomo, że wśród nich byli m.in. ambasadorzy Polski i Holandii, którzy zostali ranni.

Rzecznik polskiego MSZ na Twitterze przekazywał wcześniej, że resort "weryfikuje informację w sprawie wypadku". Źródła Polskiej Agencji Prasowej w Pakistanie poinformowały natomiast, że polski dyplomata czuje się dobrze.

Te doniesienia potwierdził w piątek przed godz. 13 szef MSZ Grzegorz Schetyna. Mam potwierdzone przez konsula informacje, że ambasador jest ranny, ale nie ma zagrożenia życia. To nie są poważne obrażenia. Zostanie przetransportowany śmigłowcem wojskowym do szpitala w Islamabadzie. Wtedy dowiemy się więcej - powiedział polityk.

W katastrofie śmigłowca zginęli ambasadorzy Filipin i Norwegii oraz żony ambasadorów Malezji i Indonezji - podał na Twitterze gen. Bajwa.

Pakistańska stacja Geo.tv przekazała, że na pokładzie śmigłowca MI-17 było łącznie 11 obcokrajowców i 6 Pakistańczyków.

Według świadków w wyniku katastrofy szkoła w dolinie Naltar stanęła w ogniu; w szkole były wtedy dzieci.

Do zamachu przyznali się talibowie. Ogłosili, że zestrzelili helikopter przy użyciu ręcznej wyrzutni rakietowej, mając nadzieję, że celują w maszynę premiera Nawaza Sharifa. "Nawaz Sharif i jego sojusznicy to nasze najważniejsze cele" - napisał w oświadczeniu ich rzecznik Muhammad Khurasani. 

Szef rządu podróżował jednak oddzielnie - leciał samolotem i wrócił do Islamabadu zaraz po wypadku. 

W piątek przed godz. 14 rzecznik pakistańskiej armii powiedział jednak, że katastrofa spowodowana była przez usterkę techniczną. Jak tłumaczył w rozmowie z reporterem RMF FM, talibowie chcą wziąć odpowiedzialność za zamach w celach propagandowych, "żeby pokazać, że wciąż są aktywni w Pakistanie".

Na Twitterze pojawiają się zdjęcia z miejsca katastrofy:

Artykuł pochodzi z kategorii: Świat

Krzysztof Berenda

RMF FM/PAP