Katowiczanie wrócili do europejskich rozgrywek po 23-letniej przerwie, stąd mecz miał dla miejscowych kibiców wyjątkowe znaczenie. Trener gospodarzy Rafał Górak podkreślał przed tym spotkaniem, że jego podopieczni mają wszystko w swoich rękach. Na pewno chcieli też zatrzeć wrażenie po niedzielnej porażce na inaugurację sezonu ekstraklasy (1:2 z Wisłą w Krakowie).
Dobrze znany z polskiej ligi szkoleniowiec MSK Pavol Stano spodziewał się ciężkiej przeprawy. I taka była. Ekipę gości przyjechała dopingować ok. 200-osobowa grupa kibiców, którzy jednak niewiele mogli zdziałać na wypełnionej przez fanów rywali widowni.
Pierwsza połowa skończyła się bezbramkowym remisem, choć mogło być inaczej. Oba zespoły stworzyły okazje do zdobycia goli, ale zabrakło precyzji w zakończeniu akcji.
Ze strony gości dwukrotnie szansę na otworzenie wyniku miał były gracz GKS Marko Roginić. Najpierw z bliska głową uderzył niecelnie, potem spudłował w sytuacji sam na sam z Gabrielem Kobylakiem. Katowiczan na prowadzenie mógł wyprowadzić Adam Zrelak. Jego pierwszy strzał z ostrego kąta obronił Jakub Badzon. Potem, w ciągu kilkudziesięciu sekund, napastnik nie wykorzystał dwóch sytuacji. Nie trafił w piłkę tuż przed bramkarzem MSK, a po jego główce gości uratował słupek. Gospodarze w ataku pozycyjnym próbowali strzałów z daleka, dośrodkowań na pole karne – także z rzutów rożnych - ale nic z tego nie wynikło.
Podczas przerwy na murawie zaprezentowała się żeńska drużyna GKS, która będzie rywalizowała w startującym w piątek sezonie ekstraligi. Zawodniczki trenerki Karoliny Koch zostały „trafione” wodą ze zraszaczy murawy, ale – biorąc pod uwagę wysoką temperaturę – nie było to zapewne problemem.
Druga połowa przyniosła to, na co wszyscy czekali
Po wznowieniu gry najpierw, przed pustą bramką, kapitan Katowiczan Arkadiusz Jędrych w ostatniej chwili wybił piłkę spod nóg „zamykającego” akcję Krisztiana Bari, a chwilę potem okazję do radości mieli fani GKS. Po dokładnym podaniu Bartosza Nowaka z prawej strony pola karnego głową z czterech metrów trafił do siatki Zrelak.
Piłkarze trenera Góraka utrzymali prowadzenie krótko, bo w 57. minucie Frantisek Kosa płaskim uderzeniem tuż zza linii pola karnego zaskoczył Gabriela Kobylaka.
Gospodarze od razu przystąpili do natarcia, ale dopiero potrójna zmiana w 75. minucie pomogła, bowiem rezerwowi zdobyli dwa gole.
Mateusz Wdowiak – po podaniu Nowaka z rzutu wolnego – głową zaskoczył golkipera MSK, a Ilia Szkurin pokazał duży refleks tuż przed bramką Słowaków, pakując piłkę do siatki w ekwilibrystyczny sposób. W tym przypadku asystę zaliczył Bartosz Wolski.
Po tych dwóch ciosach zespół z Żyliny się nie podniósł. Porażka mogła być wyższa, gdyby w doliczonym czasie Szkurin nie spudłował w idealnej sytuacji.
Następnym rywalem Katowiczan będzie izraelski Hapoel Tel Awiw.