Finał mistrzostw świata 2026 na MetLife Stadium w New Jersey przyciągnął uwagę nie tylko ze względu na sportowe emocje. Donald Trump pojawił się na stadionie na pokładzie prezydenckiego śmigłowca Marine One. Wraz z szefem FIFA, Giannim Infantino, zasiadł w loży VIP-ów, gdzie towarzyszyli mu m.in. król Hiszpanii Filip VI, premier Kanady Mark Carney oraz prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum.
Podczas prezentacji Trumpa na stadionowych telebimach po hymnie USA pojawiły się pierwsze gwizdy. Kibice prawdziwe niezadowolenie okazali, gdy Trump i Infantino weszli na murawę, by wręczyć trofeum. Według relacji dziennikarzy poziom hałasu na stadionie wzrósł z 78 do 84 decybeli.
Po zakończeniu meczu, w którym Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce, Trump wręczył puchar kapitanowi Hiszpanów. Następnie próbował dołączyć do drużyny podczas świętowania na podium. Prezydent FIFA dyskretnie próbował prosić go o zejście na bok.
Kontrowersje podczas dekoracji
W niedzielę nie zabrakło również innych emocji. Argentyński obrońca Cristian Romero odmówił uścisku dłoni Trumpowi podczas wręczania srebrnych medali. Romero, który musiał opuścić boisko z powodu kontuzji, wyraźnie zignorował prezydenta USA, choć uścisnął dłonie pozostałym oficjelom, w tym Infantino i prezydent Meksyku.
Trump, mimo nieprzychylnej atmosfery, nie dał się zepchnąć na margines – zadbał o to, by znaleźć się na zdjęciach z momentu podniesienia trofeum przez Hiszpanów.
Polityka i sport – mieszanka wybuchowa
Donald Trump jest pierwszym urzędującym prezydentem Stanów Zjednoczonych, który pojawił się na finale mistrzostw świata rozgrywanym na amerykańskiej ziemi. W 1994 roku, podczas poprzedniego mundialu w USA, Bill Clinton nie był na stadionie – puchar wręczał wówczas wiceprezydent Al Gore.
Prezydent USA od początku swojej drugiej kadencji regularnie pojawia się na dużych wydarzeniach sportowych, gdzie często spotyka się z mieszanymi reakcjami kibiców. Tym razem, na oczach milionów widzów, polityka znów weszła na boisko – i to dosłownie.