Ministerstwo Sprawiedliwości za czasów Zbigniewa Ziobry miało 6 aparatów telefonicznych i 14 numerów w systemie bez abonamentu – ustalili reporterzy RMF FM. Były minister przyznał ostatnio, że używał zwykłych kart abonamentowych. Gdy odchodził z resortu kazał je zniszczyć, bo zawierały numery telefonów najważniejszych osób w państwie. Okazało się jednak, że na koszt resortu kupowano też karty pre-paid, które bardzo trudno zidentyfikować.

REKLAMA

Dwa tego typu aparaty kupiono dla Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej w Prokuraturze Krajowej. Więcej jednak numerów i aparatów było na stanie gabinetu politycznego ministra Zbigniewa Ziobry. Jak ustalili reporterzy RMF FM, biuro kupiło cztery aparaty i aż dwanaście tak zwanych starterów. Sam minister Ziobro nie miał natomiast na stanie żadnego telefonu bez abonamentu. Nie jest jednak wykluczone, że mógł używać jednego z aparatów kupionych przez pracowników swojego biura. Jedyną osobą z kierownictwa, która miała oficjalnie na stanie telefon pre-paid był Tomasz Szałek, pełniący obowiązki prokuratora krajowego, a później szefa prokuratury wojskowej.

Do czego telefony pre-paid były potrzebne osobom z najbliższego otoczenia ministra? Każda z nich miała bowiem do dyspozycji normalne aparaty i karty, które były na wyposażeniu resortu sprawiedliwości. Minister Zbigniew Ćwiąkalski mówił w zeszłym tygodniu, że kierownictwo mogło obawiać się podsłuchów. Jeśli tak rzeczywiście było, to pojawia się kolejne pytanie: jakiego rodzaju informacje przekazywali sobie członkowie biura politycznego w obawie przed ich wyciekiem na zewnątrz.

Jak dowiedzieli się nieoficjalnie reporterzy RMF FM, pod koniec urzędowania Zbigniewa Ziobry w ministerstwie sprawiedliwości z jednego z komputerów w resorcie usunięto terminarz spotkań ministra z całego ubiegłego roku. Wkrótce sprawą skasowania m.in. tych danych ma się zająć warszawska prokuratura.