W tegorocznym Giro d’Italia na listach startowych zabrakło Polaków. Mimo to czeka nas emocjonujący wyścig, bo zgarniecie koszulki lidera już po pierwszym etapie zapowiada zeszłoroczny zwycięzca Tom Dumoulin. Być może przebudzi się Fabio Aru. Nie wolno także zapominać o liderze Team’u Sky, którym jest rewelacyjny Chris Froom. Dodatkowo pierwszy piątkowy etap tegorocznego Giro rozpocznie się w Izraelu. O wielu aspektach tego wyścigu z legendą polskiego kolarstwa Zenonem Jaskułą rozmawiał dziennikarz RMF FM – Mateusz Chłystun.

REKLAMA

Mateusz Chłystun: Start Giro zaplanowano w tym roku w Izraelu, gdzie jest bardzo napięta sytuacja. Czy będzie to miało jakikolwiek wpływ na wyścig i samych zawodników?

Zenon Jaskuła: Zawsze napięta sytuacja odbija się wydarzeniach sportowych. Kiedyś startowaliśmy podczas Wyścigu Pokoju w Czarnobylu, gdy wybuchła elektrownia. Też nam mówiono, że nic się nie dzieje, ale jednak w głowie zostało to, że doszło do katastrofy i myśleliśmy tylko o tym, by nie było jakiegoś przykrego wypadku.

Wyścigi takie jak Giro d’Italia czy Tour de France zawsze próbują startować z różnych miejsc takich jak Anglia, Belgia, Luksemburg czy Holandia. Dlatego Włosi również w tym roku próbują zrobić coś innego. Jest to na pewno ciekawy pomysł. Oby był udany, ale trzeba ryzykować, bo w życiu nie ma nic pewnego. Wypadek może się zdarzyć wszędzie. Czy to będzie Sycylia, Sardynia... Myślę, że kolarze i tak będą się ścigali. Oby nie było jakichś głupich wypadków. Myślę, że służby izraelskie działają bardzo sprawnie i nie dopuszczą do jakichś przykrych wypadków. Dla sportu i kolarstwa będzie to promocja taka, jak dla Izraela. Zatem - ciekawy pomysł i trzymam za to kciuki.

Jak ocenia pan formę Toma Dumoulin, który deklaruje, że chce zgarnąć koszulkę lidera już po pierwszym etapie?

Ciężko jest obronić to, co wywalczyło się w poprzedniej edycji. Myślę, że poza Bernardem Hinault i Eddym Merckxem to w historii chyba mało kto dokonywał takich rzeczy. Zawsze jest taka tradycja, żeby bić wyniki faworyta. Myślę, że Włosi - a w szczególności Nibali - nastawili się na zwycięstwo. Dla Włochów Giro jest pępkiem świata i ja liczę tutaj bardziej na tego kolarza lub na jakiegoś innego Włocha. Tu nie będzie przypadku. Myślę, że Dumoulin może być drugi albo trzeci. Sam wyścig będzie ciekawy, bo Włosi będą chcieli się pokazać i wygrać. A Dumoulin będzie bronił tytułu i na pewno nie będzie mu łatwo. Jego przewagą jest to, że dobrze jedzie na czas. Ale też Nibali nie jest zawodnikiem z przypadku. Już pokazywał nie raz, że potrafi wygrywać. Tym bardziej, że wygrał Tour de France, więc Giro też powinien wygrać. Holender wygrał w zeszłym roku i jeśli teraz będzie drugi lub trzeci, to może powiedzieć, że szykuje się właśnie na Tour de France.

W tym roku w Giro nie wystartuje ani jeden Polak.

Nie wiem, dlaczego zabrakło Polaków. Ja startowałem kiedyś w Giro, w Tourze, dookoła Szwajcarii jeszcze wcześniej. Myślę, że zawodnik, który chce wygrać we Francji, musi startować we Włoszech. Tak pokazywała historia. Jak idzie, to trzeba działać. Kariera zawodnicza jest krótka. Nie ma co kalkulować. Sześć, siedem, dziesięć lat kariery... W jednym sezonie może przydarzyć się kraksa i problemy ze zdrowiem. Dlatego myślę, że Rafał Majka mógłby pojechać tu nawet treningowo. Pokazać się, wygrać coś. Albo dobrze pojechać i później startować w kolejnych imprezach.

Michał Kwiatkowski również nie popisał się w Tryptyku Ardeńskim, dlatego chciałbym zapytać o jego formę...

Zaczął ładnie, bo wygrał Tirreno Adriatico - wcześniej jako pierwszy Polak. Ja byłem drugi w 1990 roku i później na Tourze byłem 17. Rok później byłem 9. Wygrał kolega z drużyny. Myślę, że Michał też ma już doświadczenie i powinien startować w Giro. Może nie powinien celować w zwycięstwo, ale potraktować to jako przygotowanie do Touru. Mógłby odpuścić sobie jakiś etap, ale tu już są góry wysokie. Dlatego trzeba pokazać pazurki. Już np. w Szwajcarii. Jeśli tam pojedzie słabo i będzie zbierał lanie, to już nie ma co jechać na Tour.


(nm)