Szef MSWiA odwołał wiceszefa policji nadinspektora Zbigniewa Chwalińskiego. Jego odejście ma związek z medialnymi doniesieniami o nadużyciach przy przetargach na zakup samochodów dla policji.

REKLAMA

Odwołanie nadinsp. Chwalińskiego to prawdopodobnie skutek raportu Najwyższej Izby Kontroli. NIK wykazał, że szef policyjnej logistyki kupił dla KGP bez przetargu 24 radiowozy od firmy Jana Kulczyka.

Firma najbogatszego Polaka miała na tym zamówieniu zarobić 2 mln złotych. W zamian Chwaliński oraz inni wysocy funkcjonariusze Komendy Głównej Policji mieli otrzymać od dealera związanego z Kulczykiem luksusowe samochody do testów.

Resort twierdzi, że do dzisiaj te zarzuty nie potwierdziły się. Ale - jak przekonuje nasz reporter Jan Mikruta - przez lata policjanci na nazwisko Chwaliński reagowali nerwowo. Posłuchaj:

Nadinspektor Zbigniew Chwaliński karierę w policji rozpoczął 30 lat temu (wtedy jeszcze w Milicji Obywatelskiej), był m.in. bardzo bliskim współpracownikiem generała Czesława Kiszczaka w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Na początku lat 90. został szefem Biura Informatyki KGP. W magazynach biura przy ul. Wiśniowej znalazły się archiwa, które nie zostały przejęte przez UOP - dane skopiowane na dyski magnetyczne jeszcze przez SB, nigdy nie ewidencjonowane meldunki milicyjne, zbiory elektroniczne dotyczące osób związanych z Kościołem.

Znajdowały się tam także informacje z meldunków milicyjnych, które służyły SB do werbowanie konfidentów (na przykład zbiór "Hiacynt", dotyczący homoseksualistów, dane o kłótniach i bójkach rodzinnych, kradzieżach, pijaństwie, przebywaniu w izbie wytrzeźwień, o korzystaniu z prostytutek itd.).

Kartoteka z informacjami o charakterze obyczajowym dotyczy kilku milionów obywateli PRL. W tym samym roku Chwaliński został - z powodu utrudniania dostępu do zbiorów - usunięty przez ówczesnego szefa MSW Antoniego Macierewicza. Potem jednak powrócił i awansował na dyrektora Biura Łączności i Informatyki KGP, które odpowiadało m.in. za tajną łączność rządową.