Dziwne prokuratorskie przypadki byłego dyrektora finansowego CBA. Jak dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada, Daniel A. usłyszał zarzuty niedopełnienia obowiązków w związku z aferą wyniesienia przez kasjerkę prawie 10 milionów złotych należących do tej instytucji. Postawienie mu zarzutów budzi jednak wiele pytań.

REKLAMA

Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM, były dyrektor finansowy ostatecznie usłyszał zarzut nieumyślnego niedopełnienia obowiązków.

Ostatecznie, bo wcześniej - co wynika z ustaleń Krzysztofa Zasady - prokuratura zarzuciła mu umyślną formę tego przestępstwa. Było to zresztą zgodne z zawiadomieniem złożonym jeszcze przez ówczesnego szefa CBA Ernesta Bejdę. On uważał, że Daniel A. jako dyrektor finansowy powinien odpowiadać za umyślne niedopełnienie obowiązków w nadzorze nad kasjerką, która ukradła z biura potężną kwotę.

Prokuratura nie chce komentować sprawy zarzutów. Z własnych źródeł dziennikarz RMF FM natomiast dowiedział się, że były dyrektor nie przyznał się do umyślnego przestępstwa, a sytuacja zmieniła się, gdy w ostatnich dniach śledczy osłabił kwalifikację prawną, zmieniając ją na czyn nieumyślny. Teraz Danielowi A. grożą maksymalnie 2 lata więzienia, a nie 10.

Wojtunik: Swoich bronimy i oddalamy odpowiedzialność od szefa CBA

Swoich bronimy i oddalamy odpowiedzialność od szefa CBA - tak były szef tej formacji Paweł Wojtunik komentuje nikłą wagę zarzutów wobec Daniela A. Znam osobiście tego dyrektora, wiem, że to dobry fachowiec. Stąd nie bardzo wierzę, żeby nieprawidłowość, o której mowa, była tylko jego udziałem, bo to dobry księgowy, dobry fachowiec. Natomiast zmiana zarzutów wpisuje się w wieloletnią politykę upolitycznionej prokuratury. Bronimy swoich, ścigamy obcych. Z jednej strony może to być forma nagrodzenia pewnej lojalności, natomiast na pewno jest to bufor pomiędzy tym skandalem a osobą szefa CBA, bo im mniej ważny czy słabszy zarzut dla dyrektora, tym dalej do jakiejkolwiek formy odpowiedzialności ze strony szefa CBA - uważa Wojtunik.

Według Wojtunika prokuratura powinna na poważnie zbadać rolę Bejdy w tym procederze. Rola szefa CBA w tej sprawie powinna być wyjaśniona przez niezależny organ prokuratorski. Takiego organu dzisiaj w Polsce nie ma. Nie znam tej sprawy, za moich czasów do takich nieprawidłowości nie dochodziło, ale to szef CBA odpowiada za politykę finansową biura, szczególnie za gospodarowanie fundusze operacyjnym - tłumaczy Wojtunik. Nie chcę przesądzać, czy Ernest Bejda jest winny jakiegokolwiek przestępstwa, to nie moja rola, ale jak powiedziałem wcześniej - "swoich nagradzamy, obcych ścigamy". Jak widać i sam szef CBA Bejda został po tej sprawie nagrodzony awansem finansowym do spółki Skarbu Państwa - dodaje.

Paweł Wojtunik podejrzewa też, że nikomu z obecnych władz nie zależy na poważnych oskarżeniach byłego dyrektora finansowego, bo ma on potężną wiedzę nt. przepływu pieniędzy w CBA, którą mógłby ujawnić.

10 mln zł wyniesione... w reklamówkach

Katarzyna G., cywilna pracownica wydziału finansów w CBA, i jej mąż Dariusz G. zostali aresztowani 31 stycznia 2019 roku. Zarzucono im przywłaszczenia znacznych środków. Śledztwo objęte było całkowitą tajemnicą, a prowadząca je Prokuratura Regionalna w Warszawie początkowo nie chciała ujawnić nawet, o jaką sumę chodzi i w jakim okresie kasjerka miała okradać CBA.

Kasjerka wpadła, bo jak donosił "Puls Biznesu", pod koniec roku delegatury rozliczają fundusze operacyjne. Wtedy okazało się, że w kasie jest pusto.

Z ustaleń śledczych wynika, że kobieta wynosiła pieniądze należące do tej służby specjalnej partiami od 2017 do 2019 roku. "Rzeczpospolita" pisała, że cywilna pracowniczka CBA pieniądze te wynosiła w... reklamówkach.

Wraz ze swym mężem lokowała je na platformę internetową dla uczestników gier hazardowych. Tam małżeństwo dokonywało zakładów. Ich zysk wyniósł co najmniej 29 milionów 200 tysięcy.