Nawet co czwarta przychodnia może być dziś zamknięta w związku z przedłużającym się sporem na linii resort zdrowia - lekarze. Narodowy Fundusz Zdrowia do północy przyjmował od medyków podpisane umowy na nowy rok. Tylko w czterech województwach - zachodniopomorskim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim i świętokrzyskim - złożyli je wszyscy lekarze Podstawowej Opieki Zdrowotnej.

REKLAMA

Chodzi nam przede wszystkim o godziwą pracę na uczciwych warunkach. Te warunki to przede wszystkim obustronne podejmowanie decyzji w zakresie naszych umów - tak istotę sporu ministerstwa z lekarzami tłumaczył w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Maciejem Pałahickim Lesław Szot, szef małopolskiego oddziału Porozumienia Zielonogórskiego. Chcemy mieć takie zapisy, które dadzą nam w przeciągu roku stabilną sytuację - dodał.

Pakiet onkologiczny i związany z tym zakres naszej działalności nie został przetestowany. To już było szeroko komentowane. Dlatego my cały czas - w interesie pacjentów - chcemy, żeby to było wprowadzane stopniowo i racjonalnie, żeby nie dokonywać eksperymentów na żywym organizmie. Jesteśmy odpowiedzialni i chcemy pracować odpowiedzialnie - przekonywał Szot. Cała odpowiedzialność spada na nas. Jeżeli podpiszemy umowy na warunkach, które nie zostały sprawdzone, to będziemy całe skutki tego eksperymentu dźwigać na swoich barkach - zauważył.

Przypomnijmy - minister zdrowia Bartosz Arłukowicz proponował lekarzom Podstawowej Opieki Zdrowotnej ponad miliard złotych. Oni tę ofertę odrzucili. W przeliczeniu na pacjenta to - rocznie - zaledwie 30 złotych więcej - tłumaczy w rozmowie z RMF FM doktor Tomasz Tomasik, prezes kolegium lekarzy rodzinnych. Lekarze - za te pieniądze - nie są w stanie wykonać zadań nałożonych nowymi przepisami - podkreśla. Za to ma być sfinansowany: poszerzony zakres badań diagnostycznych, zakup sprzętu - np. spirometria, która będzie robiona w gabinetach lekarzy rodzinnych, za to ma być sfinansowany dodatkowy personel, który będzie wykonywał bardzo duże działania biurokratyczne, sprawozdawcze, z których nie będzie żadnego pożytku - wylicza.

Gdzie podpisano umowy?

W czwartek minister zdrowia Bartosz Arłukowicz poinformował, że umowy z lekarzami Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ) zostały podpisane w 100 proc. w czterech z 16 województw: zachodniopomorskim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim i świętokrzyskim. Umowa z przynajmniej jedną przychodnią lekarza rodzinnego jest w każdym z 380 powiatów w Polsce - dodał.

Każdy pacjent, który nie dostanie się do swej przychodni w związku z zamknięciem gabinetu, ma prawo zmienić lekarza rodzinnego. Bezpłatnie można to zrobić trzy razy w roku, nawet bez wizyty w tym gabinecie ani w NFZ. Wystarczy wypełnić deklarację dostępną na stronie NFZ i resortu zdrowia - zapewnił minister zdrowia. Dodał, że NFZ sfinansuje dodatkowo każdą pierwszą wizytę pacjenta, który zapisze się do nowego lekarza rodzinnego.

Gdzie będzie trudniej o pomoc lekarską?

Ponad 150 podkarpackich przychodni nie podpisało umów z NFZ. Dla pacjentów oznacza to, że będą musieli przepisać się do innego lekarza lub pomocy szukać w szpitalnych oddziałach ratunkowych. W Tarnobrzegu, Ustrzykach Dolnych, Mielcu, Leżajsku, Krośnie, Łańcucie i Przemyślu nieczynnych będzie nawet po 6 przychodni. Pacjenci muszą więc szukać pomocy w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych.

W Małopolsce zamkniętych będzie 35 POZ-ów - najwięcej w powiatach limanowskim, nowotarskim i suskim. Tam także lekarze dyżurują w SOR-ach.

W województwie śląskim ponad 70 procent lekarzy rodzinnych podpisało kontrakty z NFZ, ale są miejsca, gdzie z uzyskaniem porady pacjenci mogą mieć duży problem. Tak jest między innymi w Jastrzębiu Zdroju. W tym 90-tysięcznym mieście umowy z funduszem mają podpisane zaledwie 3 poradnie rodzinne. 16 innych umów nie podpisało.

Co trzeci gabinet lekarza rodzinnego na Warmii i Mazurach jest zamknięty. Umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia nie podpisało jeszcze ponad sto placówek. Jak informuje nasz dziennikarz Piotr Bułakowski, SOR w szpitalu wojewódzkim przy ulicy Żołnierskiej przeżywa prawdziwe oblężenie. Pacjentów jest trzykrotnie więcej niż zwykle. Inne szpitalne oddziały ratunkowe w Olsztynie również są zatłoczone. Chorzy przyjeżdżają z całego województwa. Pacjenci są zdenerwowani i mówią, że lekarze rodzinni nie powinni narażać ich zdrowia.

Pacjenci zdezorientowani. "Czuję się jak głupek!"

To jest poniżenie pacjenta - mówią naszej reporterce osoby, które w Jastrzębiu Zdroju dziś poszły do swojej poradni rodzinnej i zastały zamknięte drzwi.

Od ósmej rano, kiedy w przyszpitalnej poradni otwarto specjalnie przygotowany gabinet POZ, kolejka wciąż rośnie. Szpital zapewnia, że przyjmie wszystkich, którzy zastaną zamknięte drzwi u swojego dotychczasowego lekarza. Jednak w praktyce nie wygląda to aż tak dobrze. Od godz. 7 chodzę od jednego okienka do drugiego, od drzwi do drzwi. Nie wiem, czy mnie przyjmą. Czuję się jak głupek - mówił naszej dziennikarce jeden z chorych. Mnie nie interesują sprawy na górze - chce być przyjęty i tyle - dodał.

Nerwy i zdezorientowanie towarzyszą też pacjentom z mazowieckiego Wyszkowa. Tam pacjenci odbijają się od drzwi kolejnych zamkniętych przychodni. W czwartej jestem w tej chwili. Będę z dzieckiem chorym szukał przychodni po całym województwie? Ono ma 1,5 roku i temperaturę powyżej 39 stopni. Nie można czekać - usłyszała nasza reporterka od jednego z mężczyzn. Poza karteczką, która wisi na drzwiach nie ma żadnej informacji. Jest tylko podany telefon do ministerstwa. Kto się tam dodzwoni? - zauważył inny.

Albo minister Arłukowicz usiłuje wprowadzić w błąd lekarzy i pielęgniarki, a przede wszystkim opinię publiczną, albo wykazuje się nieznajomością prawa w zakresie wymaganym na jego stanowisku. Informacje, dotyczące wygaśnięcia deklaracji wyboru lekarza, pielęgniarki i położnej poz w razie nie realizowania umów z NFZ – są nieprawdziwe. Żaden przepis powszechnie obowiązującego prawa, umowy, ani Zarządzenia Prezesa NFZ, nie zawiera zapisu o takiej treści.

Deklaracje wyboru lekarza, pielęgniarki i położnej poz nie tracą więc ważności i po podpisaniu aneksów deklaracje te ponownie będą stanowić podstawę do finansowania świadczeniodawców poz.

Minister Arłukowicz zmierza do eskalacji konfliktu i nie zamierza spowodować powrotu do pracy lekarzy POZ na innych warunkach niż własne, czyli utrudniających a nawet uniemożliwiających bezpieczne dla pacjentów realizowanie umów z NFZ oraz prowadzenie przychodni i gabinetów w sposób niezagrażający ich istnieniu. Eskaluje konflikt podając nieprawdziwe informacje oraz grożąc lekarzom i obrażając ich.

Informacje ministra Arłukowicza dotyczące podpisania umów na opiekę POZ w niektórych miastach nie świadczą o rozwiązywaniu problemu, lub jakimkolwiek planie jego rozwiązania, ale wyłącznie na posługiwaniu się półśrodkami i przeprowadzeniu swoistego wyścigu na procenty. Na pytania dziennikarzy dotyczące dalszych negocjacji z FPZ odpowiada wymijająco. Należy przypuszczać, że czeka na informacje dotyczące sytuacji w dniu jutrzejszym, gdy okaże się, czy naciski i próby zastraszania świadczeniodawców POZ przyniosą oczekiwany przez niego efekt. Liczy także, iż dzisiejsza gotowość urzędników NFZ i obietnice dot. aneksowania umów z członkami PZ, którzy wprawdzie nie podpisali nowych, ale zdecydują się jednak jutro przystąpić do pracy, zmienią status quo.

Zacytowany przez ministra fragment mojego dzisiejszego listu do Członków PZ jest manipulacją. W liście gratulowałem postawy wszystkim tym, którzy mimo presji wytrwali broniąc godności świadczeniodawców POZ i ich pacjentów.

Prowadzenie sporu w mediach nie przybliża do zażegnania sporu dotyczącego źle przygotowanej przez ministra reformy. Zwłaszcza, że z wypowiedzi ministra wynika, iż namawia on do nieprzestrzegania prawa. Myślę, że zachowanie ministra powinno zaalarmować panią premier a może nawet pana prezydenta.

(mn)